Malec

Dwa wielkie pożary w Malcu

Rozmiar tekstu:

Dnia 4-go września 1897r. ok. godz. 13-tej w gorzelni właściciela majątku dworskiego w Malcu – Oskara Hempla wybuchł pożar. Na ratunek w niedługim czasie przybyły konno z sikawkami Ochotnicze Straże Pożarne z Nowej Wsi, Bielan i Łęk. Z dużym opóźnieniem przybyli również strażacy z Hecznarowic, ale już swojego sprzętu przeciwpożarowego nie rozbierali.

Akcja gaśnicza dla pierwszych 3-ch Straży była bardzo utrudniona, ponieważ z pomieszczeń gorzelniczych ogień dostał się do tzw. rezerwuaru, czyli magazynu w którym znajdowały się cysterny za 150 hektolitrami czyli 15000 litrami czystego spirytusu. W skutek wysokiej temperatury spirytus zapalił się w zbiornikach, które kolejno eksplodowały rozwalając pomieszczenie magazynu. Spirytus opryskując sąsiednie budynki kryte strzechą popłyną palący się strumieniem do pobliskiej sadzawki, zalewając ogniem całą jej powierzchnię. W ten sposób ogień rozszerzył się na jedyny w pobliżu zbiornik wodny z którego strażacy mogli korzystać w ratowaniu otaczających palarnię (bo tak wówczas nazywano gorzelnię) kilka drewnianych budynków gospodarczych, krytych w dodatku słomą. Dzięki zbiorowej pomocy służby dworskiej, która dowoziła w beczkach wodę ze stawów rybnych i polewaniu również węży ssących zanurzonych w płonącej sadzawce, gaszono zarzewia ognia pojawiające się bez przerwy na słomianych dachach sąsiednich budynków.

Ogień opanowano i zlokalizowano dopiero po blisko 5-ciu godzinach, bo o godz. 18-tej. Okazało się wówczas, że dzielni strażacy słaniali się i padali nie tylko z wyczerpania, ale byli kompletnie pijani.

Kilkugodzinna inhalacja w spirytusowych oparach oraz nadmierny wysiłek fizyczny, zbiły ich całkowicie z nóg. Być może, że niektórzy gasili również swoje pragnienie popijając zaczerpniętą zaczerpniętą z pobliskiej sadzawki gotową już wg dzisiejszego określenia „tatę z mamą”, co im przez pewien czas dodawało sił i animuszu w długotrwałej i bądź co bądź niebezpiecznej akcji ratowniczej. Właściciel palarni, choć protestant, okazał się hojny, bo oprócz obfitego posiłku, który miał postawić strażaków na nogi, wypłacił strażom po 15 złotych reńskich. Gorzelnię miał ubezpieczoną od ognia.

3 listopada 1901 roku o godz. 7:30 wśród gęstego zabudowania, na domu Krawczyka w Malcu pojawił się ogień prawdopodobnie od uszkodzonego komina. Ponieważ wiał silny jesienny wiatr, bardzo szybko zapaliły się stojące obok, kryte również słomą stodoła wraz szopą. Stąd pożar przerzucił się na pobliską stodołę Pawia nr. 99, a następnie dach jego domu. W niespełna pół godziny paliły się już 2 domy, 2 stodoły i szopa. Zanim przybyły straże ogień przeniósł się jeszcze na stodołę Olbrzymka i później Pawia oraz na dom i stodołę Kocemby.

Przybyłe z 4-kołowymi sikawkami ochotnicze straże z Bielan i Łęk oraz przenośnymi z Nowej Wsi i Osieka, zdołały jedynie uratować jeszcze zręby 2-ch domów i nie dopuścić do dalszego rozprzestrzeniania się tego ogromnego pożaru przez unoszone żagwie palących się snopków słomy i siana.

Walka o zlokalizowanie pożaru i dogaszanie ciągle rozdmuchiwanych przez wiatr niedopalonego siana i słomy trwała do późnej nocy.

Straty spalonych 3-ch domów i 5-ciu stodół w których oprócz siana i słomy było wiele jeszcze nieomłóconego zboża oszacowano na ponad 4 tys. złotych reńskich /czyli 8 tys. koron/. Nie wszyscy niestety byli ubezpieczeni od ognia. Była to wielka suma zważywszy, że najwydajniejsza sikawka kosztowała wtedy 1/8 tej szkody, czyli ok. 1000 koron.

 

Dla Kroniki OSP Malec w uroczystość Jubileuszu 80-cio lecia jej powstania tj. w dniu 27 lipca 2007 r. z Kroniki prowadzonej przez nauczyciela z Łęk Piotra Białka sekr. OSP Łęki a następnie Kazimierza Dziubka i jego opracowania pt. „Zarys dziejów OSP w Łękach” wynotował były tut nauczyciel – Br. Jania.

Dwa wielkie pożary w Malcu w 1897 i 1901 roku zostały odnotowane przez nauczyciela z Bielan w kronice Straży Łęcko-Bielańskiej.

Serdeczne podziękowania dla Ochotniczej Straży Pożarnej w Malcu za udostępnienie historycznych Kronik.