Malec

Kazimierz Jędrzejowski "Kazek"

Rozmiar tekstu:

jędrzejowski„...Złączyła nas wspólna dola i wspólny cel, a to jest Ojczyzna...”

K. Jędrzejowski
 

Kazimierz Jędrzejowski „Kazek” urodził się w ościennym dla Malca Osieku 12 lipca 1924 roku.

Dom rodzinny ukształtował w nim poczucie tożsamości, szacunek dla tradycji i wrażliwość na niesprawiedliwość społeczną. Jego ojciec Adam ożenił się ze starszą od siebie wdową, Anną Wasztyl. Łącznie z potomstwem Anny z pierwszego związku Jędrzejowscy mieli ośmioro dzieci. Utrzymywali się z gospodarstwa rolnego. Ojciec aktywnie działał w Stronnictwie Ludowym. Był prezesem koła w Osieku i członkiem zarządu powiatowego w Białej Krakowskiej. Kazimierz od małego wykazywał zainteresowanie książkami i nauką. W 1939 roku ukończył z wyróżnieniem siedmioklasową szkołę podstawową w Osieku (chłopskie dzieci kończyły zazwyczaj cztery klasy).

Rówieśnicy twierdzą, że był osobą wyróżniającą się. Charakteryzowała go niezwykła chęć poznania i zdobycia wiedzy. Jednak środki materialne, jakimi dysponowała rodzina Jędrzejowskich, nie pozwalały na kontynuowanie dalszej nauki. Nie tracił jednak nadziei. Z wielkim zaufaniem zwrócił się do mieszkającej w Krakowie siostry Elżbiety z prośbą o pomoc:

„... z upodobaniem przerabiałem rachunki i powtarzałem sobie wiadomości z przyrody, geografii i historii, i nie było dnia, żebym ze łzami w oczach nie prosił taty, żeby mnie posłali do szkół. Tata rozumiejąc co znaczy nauka, zapisali mnie do Państwowej Szkoły Mechanicznej w Sułkowicach i w dniu 22 czerwca zdawałem egzamin wstępny, który poszedł mi bardzo dobrze, i zostałem przyjęty do szkoły. Już od 3 września rozpocznę naukę, za którą trzeba płacić miesięcznie 60 złotych, a do tego jeszcze ubranie i wiele innych wydatków. A wiesz, że tata są biedni, a do tego jeszcze mama nie mają dobrego zdrowia i nie potrafiliby tata opłacać mieszkania i szkoły i musiałbym zrezygnować z uczenia się w szkole.
Więc najukochańsza siostrzyczko jeżeli ci pozwoli na to Twój skromny zarobek, to dopomóż mi i nie myśl, że chcę to za darmo, bo gdy się wyuczę, to Ci to wszystko oddam i odwdzięczę Ci się za Twoją dla mnie pomoc w tak krytycznym dla mnie czasie. Jeszcze raz proszę Cię nie zapomnij o swym bracie Kazimierzu”.

W Sułkowicach odległych 30 km od Krakowa zdawał ostatnie szkolne egzaminy. Za dwa miesiące miała wybuchnąć wojna…

Dla Kazimierza Jędrzejowskiego pierwszy okres okupacji upłynął spokojnie. Chciał wykorzystać okupację, by nauczyć się języka niemieckiego. W sierpniu 1940 roku informował siostrę w Krakowie:

„W Osieku jest wszystko na kartki i wszystkiego jest dosyć, i po możliwych cenach. (...) Posiadam już gruntowne znajomości języka niemieckiego, lecz zaś nie myśl, że ja jestem gruntownym Niemcem, gdyż ja byłem Polakiem, jestem i zostanę nim na zawsze, lecz chęć władania tym językiem i nieograniczona żądza wiedzy skłoniły mnie do uczenia się go i na przyszłą zimę mam zamiar uczyć się języka francuskiego. (...) Bądź dobrej myśli i wiary w przyszłość”.

Sytuacja pogorszyła się w kilka miesięcy później, gdy wysiedlone zostały całe wioski i na teren rejencji katowickiej napłynęły fale osiedleńców niemieckich z Rumunii, Besarabii i Siedmiogrodu. Ton listów Jędrzejowskiego do siostry zmienił się:

„... może jako ten czas wojenny przetrzymamy i może nam da Bóg przeżyć szczęśliwie, a po wojnie się będziemy zaś uczyć i pracować dla wolnej i niep.... P...i, czego daj nam doczekać Boże”.

Stał się szybko dorosłym człowiekiem, choć dziecięce skróty, które zastosował w liście odczytałby każdy cenzor. Jedna wioska po drugiej była wysiedlana. Robiono miejsce dla przybywających Niemców. Wielopokoleniowe, polskie rodziny, gnieździły się często w jednej izbie. Młodzi zdolni do ciężkiej pracy Polacy, byli wywożeni do Niemiec. W marcu 1941 roku do Bawarii wywieziono również Jędrzejowskiego. Po tygodniu czasu pracy u „Bauera”, wraz z kolegą uciekł z robót i wrócił do Osieka. Siostrę w Krakowie informował:

„Żebym był nie umiał po niemiecku, to ani mowy nie ma, żebyśmy byli uciekli... ale wszystko przeszło w porządku i więcej moja noga nie będzie w Niemczech, gdyż mój honor nie pozwoli na to, żebym ja robił na nich, a oni gnębili nasz naród. Ale to wszystko się zmieni”.

Święta Wielkiej Nocy spędził w domu. Nie mógł przez swoją ucieczkę, zostać dłużej. Rodzice postanowili wysłać go do Morawskiej Ostrawy. Mieszkała tam siostra ojca Jędrzejowskiego. W zajętych przez Niemców Czechach też nie było bezpiecznie. Kuzyn Jędrzejowskiego, załatwił uciekinierowi pracę w fabryce Witkowice. W wyniku jednego wydarzenia, jakim była publiczna odmowa oddania honoru portretowi Hitlera, musiał szybko zniknąć z Ostrawy. Już druga w niedługim czasie ucieczka, drugi powrót do Osieka. Ukrył się w jednej ze stodół. O jego powrocie dowiedział się ojciec. Odwiedzał, wycieńczonego drogą syna przynosząc jedzenie i lekarstwa. Adam Jędrzejowski był już wtedy wysiedlony do Grojca. Walczył jako żołnierz oddziału specjalnego BCh. Kazimierz postanowił również walczyć. W czerwcu 1941 r. zorganizowano w Malcu przy obozową grupę Batalionów Chłopskich w celu niesienia pomocy więźniom KL Auschwitz - Birkenau. Kierował nią Wojciech Jekiełek – „Żmija”, który pełnił obowiązki komendanta powiatowego BCh. W obecności „Żmii” Jędrzejowski złożył przysięgę wojskową.

Początkowo kolportował nielegalny tygodnik „Wiadomości podziemia” (późniejsza „Orka”) na terenie gminy. Wkrótce został łącznikiem Komendy Obwodu bialskiego BCh. Z czasem przydzielano mu coraz to inne zadania. Dostarczał żywność przynosił lekarstwa, doręczał listy od organizacji, odbierał grypsy od więźniów, przekazywał ustne meldunki, odbierał poufne informacje, przewoził konspiracyjną prasę. W tym celu, jako łącznik oddziału, jeździł na Śląsk Cieszyński, do Krakowa, Bielska i Żywca. Uchodził za człowieka niezwykle odważnego. Znane są przykłady, w których wykazał się posiadaniem stalowych nerwów. Raz podczas ulicznej łapanki w Krakowie, kiedy normalnym odruchem było ukryć się, schować, zrobił zupełnie inaczej. Ruszył wprost w stronę żandarmów, uśmiechając się do nich życzliwie. Uznali go oni prawdopodobnie za Niemca i bez zaczepiania wypuścili poza kordon. Kiedy indziej, w Kętach, zmusił młodego Niemca, by ustąpił miejsce siedzące w autobusie starszej osobie.
Raz udało mu się rozrzucić konspiracyjną prasę na zebraniu Hitlerjugend (organizacja młodych nazistów niemieckich). Opowieści o jego niezwykłej odwadze dodawały otuchy gnębionym rodakom.

Gestapo było cały czas na tropie konspiracyjnych organizacji. Seria nieszczęśliwych wypadków w życiu „Kazka” rozpoczęła się na przełomie 1942 i 1943 roku. W ostatnich dniach grudnia 1942 roku została aresztowana jedna z kurierek BCh. Została zabita przez żandarmów niemieckich, a Jekiełek – „Żmija” aresztowany. Jekiełkowi udało się zbiec, ale uznano, że nie może dalej pracować pod Oświęcimiem. Od stycznia 1943 roku dowódcą Oddziału Specjalnego BCh. mianowano Jędrzejowskiego. Miał wtedy 18 lat. Wielka odpowiedzialność spadła na jego barki. Dodatkowo dotarła do niego wiadomości o śmierci aresztowanego wcześniej ojca. Umarł on na tyfus w jednym z podcieszyńskich obozów pracy. „Kazek” rzucił się w wir pracy. Jak twierdzą świadkowie był wszędzie. Oprócz dotychczasowych zadań i tych przejętych od Jekiełka, otrzymał polecenie założenia konspiracyjnej organizacji działaczy ZMW „Wici”. Grupa ta miała nosić nazwę „Młody las”. Seria fatalnych w skutkach wydarzeń trwała nadal. W maju 1943 roku do domu Płotnickiej przyszli esesmani. Aresztowanie! Pozwolili jej się pożegnać z dziećmi – miała ich pięcioro. Pożegnała czwórkę, najstarsza córka, Wanda została zabrana i uwięziona razem z matką. W czasie śledztwa prowadzonego przeciw Płotnickiej jeden z przesłuchiwanych wymienił nazwisko Jędrzejowskiego. Nie miało to w tej chwili większego znaczenia, bo „Kazek” posiadał „lewe” dokumenty. Płotnicka umarła kilka miesięcy później w obozie. Organizacja była rozbita. Jednym z nielicznych, którzy dalej walczyli był Jędrzejowski. Aresztowano go przypadkowo 12 października 1943 roku w Malcu. Właśnie wrócił z kolejnej podróży. Tak aresztowanie relacjonuje świadek zdarzenia mieszkanka Malca Maria Mitoraj:

„Około 9 rano szłam rano po wodę do studni na dolinie. Zauważyłam wówczas dwóch żandarmów niemieckich idących do sklepu Tomasza Naglika. W tym samym czasie z domu Tomasza Tlałki wyszedł Kazimierz Jędrzejowski, którego znałam z widzenia i skierował się w stronę Osieka. Doszło do spotkania z Żandarmami, którzy zażądali od niego dokumentów. Jędrzejowski okazał je, a po chwili zerwał się do ucieczki. Wtedy żandarm o nazwisku Stefanowitz chwycił go z tyłu za marynarkę. Kazimierz chciał ją zrzucić, ale zaplątała mu się na ramionach. W tym momencie pospieszył Stefanowitzowi z pomocą drugi żandarm i obaj powalili Jędrzejowskiego na ziemię. Kiedy wracałam z wodą, Kazimierz leżał na ziemi zabłoconą twarzą, a żandarmi krępowali mu ręce”.

Przy „Kazku” znaleziono zaszyte w ubranie, imiona 5 osób proponowanych do władz „Młodego lasu”. Imiona tylko i pseudonimy. „Kazek” Jędrzejowski w najbliższą właśnie noc miał jechać do Krakowa, aby przedstawić kandydatury i poinformować władze okręgowe o planach organizacji. W ten sposób znaleźli się w niebezpieczeństwie Stanisław Bies, Eugeniusz Siuta, Albin Kuźma i Franciszek Naglik. To upewniło żandarmów, że aresztowali kogoś ważnego. Jedną noc spędził w areszcie w Osieku. Ktoś z Osieczan, przypadkowo wymienił jego nazwisko – znano już jego personalia. W Malcu radzono nad odbiciem „Kazka”. Członkowie Komendy Głównej BCh. W Białej zamierzali zorganizować napad zbrojny na posterunek w Osieku. Osiecki posterunek składał się tylko z pięciu żandarmów . Przy zaskoczeniu tak nielicznej załogi wyrwanie „Kazka” mogłoby być sprawą zupełnie realną. Nie doszło do tego tylko dlatego, że Karol Petkowski otrzymał meldunek z Osieka jakoby „Kazka” w godzinach popołudniowych wywieźli żandarmi w stronę Bielska. Tak o planach odbicia Jędrzejowskiego pisał Karol Petkowski:

„Zaczynają się rodzić wątpliwości. Napływają refleksje. Siłą przewyższaliśmy żandarmów, akcja się uda, lecz czy dla wszystkich? Trzeba myśleć o innych, o rodzinach. Jesteśmy wszyscy z Malca, znają nas tu. Niemcy mają swoich donosicieli w każdej wsi. Jest jasny dzień, trudno wykonać zadanie obfite w możliwe wystrzały bez zwrócenia uwagi i bez świadków. Nie chodzi o nas, jakoś sobie poradzimy. Chodzi o rodziny. Wszyscy już aż nadto dobrze znamy metody niemieckie, za jednego ginęły całe wsie. Rodziny kończyły życie w obozach. Zrezygnowaliśmy. Wierzyliśmy w spryt „Mańka”. Może ucieknie. Może nada mu się inna lepsza okazja. Osiek był przecież od Malca blisko. Napadu będzie można dokonać w nocy”.

Razem z jeszcze dwoma osobami z listy „Młodego lasu” – Stanisławem Biesem i Eugeniuszem Siutą został wywieziony na przesłuchanie do Bielska, a następnie do więzienia w Mysłowicach. Poddawany był torturom – bicie, zdzieranie paznokci. Osoby, które go wtedy widziały twierdziły, że ten niespełna dwudziestoletni młodzieniec wyglądał jak staruszek. Nie narzekał na swój los.

W Mysłowicach udało mu się nawiązać kontakt z Janiną Mikuśkiewiczową, żoną miejscowego kowala. To ona doprowadziła do kilku spotkań Kazka z najbliższymi współpracownikami. W czasie jednego z nich zaproponowano mu ucieczkę, ale odmówił, bo nie chciał narażać współwięźniów i pani Mikuśkiewiczowej. Janinie, do której się zwracał „Kochana Mamusia”, przekazywał grypsy. W nich, ciągle licząc na ocalenie, rozliczał się z życiem:

„Wiele przeżyłem, wiele przecierpiałem, jeszcze do dziś paznokcie mi ropieją, boli i gnije całe ciało, ale nikogo nie wysypałem. Trudno mi już było nieraz wytrzymać, ale zaparłem się w sobie i wytrzymałem. Czyż mogłem kogo zdradzić ? U Władysławy Kożusznik (...) są moje ubrania i bielizna, a więc gdybym nie wrócił to, ale dopiero po wojnie, postaraj się o to, by je podjąć i oddać mojej rodzinie, niech chociaż chłopcy mają pamiątkę”.

Ostatni gryps wysłał tuż przed transportem:

„Donoszę Ci, że dziś to jest 16.05.1944 roku, wyjeżdżam transportem do Oświęcimia (...). Kochana za wszystko co dla mnie uczyniłaś, jestem Ci bardzo wdzięczny i nie mam słów, którymi mógłbym Ci wyrazić ją. Złączyła nas wspólna dola i wspólny cel, a to jest Ojczyzna. Na jaki los jadę, nie orientuję się w ogóle, prawdopodobnie na 11-stkę lub komora... Przyjmuję na zimno, bo wiem za co. Nie rozpaczam, mimo, że żal młodego życia i sił, jakie mógłbym oddać przyszłej Polsce.
Żal mi rodziny, a zwłaszcza mojej chorej matki i Ciebie, Moja Kochana Mamusiu. Trudno jednak, co Bóg da to będzie”.

Został umieszczony w bloku 11. Tam 26.05.1944 roku przybywają sędziowie sądu doraźnego katowickiego Gestapo. W tym samym dniu Jędrzejowski, w wieku niespełna 20 lat, wraz z innymi został stracony w Birkenau.

Lata nie zatarły pamięci o Kazimierzu Jędrzejowskim. W parku obok boiska sportowego, stoi pomnik – obelisk ku jego czci. Pomnik ten wzniosło społeczeństwo z dobrowolnych składek. Kilka tysięcy ludzi ściągnęło do Malca na uroczyste odsłonięcie pomnika w dniu Święta Ludowego 1964 roku. Sztafeta Koła Związku Młodzieży Wiejskiej z Malca podeszła pod pomnik i ustawiła urnę zawierającą prochy z oświęcimskiej ziemi. Uchwałą Powiatowej Rady Narodowej w Oświęcimiu imię Kazimierza Jędrzejowskiego otrzymał także park gromadzki. Obecnie Imieniem Kazimierza Jedrzejowskiego nazwana jest również ulica przebiegająca obok pomnika w Malcu, a także szkoła w jego rodzimej miejscowości.

 

S.W.