Malec

Historia jednej flagi

Rozmiar tekstu:

Flaga„Tak nadszedł 20 kwietnia 1940 roku dzień urodzin Hitlera…”

„Po wkroczeniu Niemców do Malca 4 września 1939 roku ludność tutejsza z bardzo małymi wyjątkami ustosunkowała się do nich wrogo. Gdy pewni zwycięstwa i butni maszerowali przez wieś ludność pochowała się w domach albo gdzieś z ukrycia, ze łzami w oczach obserwowała ich (Niemców) i z bólem w sercu myśleli o swoich bliskich zmobilizowanych około 30 osób i tych którzy dobrowolnie opuścili rodziny z myślą wstąpienia do Armii Polskiej i bronienia kraju. W Malcu nie było wyjątku żeby cała rodzina opuściła wieś, a to na wskutek wystąpienia kilku obywateli Malca jak Petkowski Karol, Petkowski Władysław, Mitoraj Antoni, Mitoraj Władysław, Naglik Franciszek oraz piszący te słowa i kilku innych. Oni to 2 września 1939 roku gdy zaczęli pojawiać się pierwsi uciekinierzy ze śląska Cieszyńskiego i Górnego zwołali ludność przed szkołę (obecnie sklep G.S.) i poinformowali ludzi żeby nikt z rodziną nie opuszczał wioski tylko ci mężczyźni którzy się czują żołnierzami, chcą wziąć karabin i bronić zagrożonego kraju.

Ludność zastosowała się do tego i oprócz kilkudziesięciu mężczyzn nikt z rodziną domu nie opuścił i wdzięczna była inicjatorom, gdyż okazało się że ludność cywilna (uciekinierzy) utrudniali tylko poruszanie się Armii Polskiej, potracili dobytek i wróciwszy zaczynali życie od nowa. Zmobilizowani mężczyźni powrócili wszyscy do Malca, jedni prędzej drudzy później, reszta (3) po wojnie. Tylko jeden Marszałek Teofil po wojnie z obozu jenieckiego pojechał do Ameryki gdzie jest dotychczas. Z pośród tych którzy byli na ucieczce zginął bez wieści Niedziela Gabriel.

Od samego początku okupacji kilku obywateli, a byli to: Petkowski Karol i brat jego Władysław, Wadoń Antoni, Mitoraj Antoni i brat tegoż Władysław, Łukasik Kazimierz, Naglik Franciszek, piszący to P.L. oraz Jekiełek Wojciech z Osieka ukryli radio aparat i potajemnie słuchali komunikatów z zagranicy i wiadomości tych udzielali swoim zaufanym w Malcu i poza Malca.

Tak nadszedł dzień 20 kwietnia 1940 roku, dzień urodzin Hitlera. W miejscowym dworze własność Dr. Oskara Haempla, profesora jakiejś wyższej uczelni w Wiedniu i wielkiego zwolennika Hitlera wywieszono fanę ze swastyką (sztandar Hitlerowski). Kilku wyżej wymienionych bez Mitoraja Władysława postanowiło fanę tę zerwać i zerwało wieczorem. Na drugi dzień, a była to niedziela, w Malcu sądny dzień zjechała Policja niemiecka z Osieka. Przeprowadzono w kilkunastu domach ścisłą rewizję i aresztowano 10 osób w tym Mitoraja Antoniego, Petkowskiego Władysława i po dwudniowych przeprowadzonych przesłuchaniach i maltretowaniach przez burmistrza gminy Osiek, gdzie Malec przyłączono za okupacji, i przez posterunek Policji Niemieckiej puszczono ich (to jest tych aresztowanych) zapowiedziawszy im że o ile do 24 godzin fana się nie znalezie to zostaną wszyscy 10-ciu rozstrzelani. Ktoś wpłynął na wykonawców zerwania fany i na trzeci dzień fana znalazła się na studni wiatraku niżej na południe od zamku. Było to pociągnięcie bardzo fatalne. Burmistrz się po prostu wściekł, aresztowano z powrotem tych samych i kilku jeszcze innych ludzi, że oni wiedzą kto zerwał tę fanę tylko nie chcą powiedzieć, żeby wpłynęli na tego kto zerwał ażeby to zwrócił, względnie ktoś sam chcąc ich ratować fanę podrzucił. Ponieważ żaden z aresztowanych nic nie powiedział po przetrzymaniu ich w areszcie gminnym, zmaltretowaniu przez burmistrza i spisaniu protokołu przez Policję puszczono ich zapowiadając im, że musi się sam zgłosić sprawca tegoż względnie ma ktoś dobrowolnie zgłosić się do burmistrza i wydać kto to zrobił bo w przeciwnym razie 100 ludzi zostanie rozstrzelanych. Na mieszkańców Malca pad strach ludzie chodzili jak struci. W między czasie padło podejrzenie i aresztowano 2 młodych mężczyzn ze dworu w Malcu: Michała Drozdzca i Stefana Stachurę. Ludzi tych zbito w niemożliwy sposób lecz nie dowiedziawszy się od nich wypuszczono ich. Następnie policja aresztowała 8 mężczyzn ze wsi, a to piszącego te słowa L.P, Petkowskiego Karola i Mitoraja Władysława, innych zapomniałem, lecz pamiętam dobrze że nas było 8. Dostawiono nas do gminy w Osieku. Burmistrz się wściekł z rewolwerem w ręku skakał i pluł cały zapieniony żeśmy obrazili cały naród niemiecki, że ta rzecz bezkarnie wyjść nam nie może, że gdy natychmiast nie wyjawimy kto to zrobił to cały Malec zginie z powierzchni ziemi, bo tak wielkiej obrazy naród niemiecki płazem puścić  nie może. Nie wiem z jakiego powodu lecz najbardziej zpluł Mitoraja Władysława Nr 82. Gdy się zorientował że od nas nic się nie dowie z rewolwerem w ręku prowadził nas na policję dwójkami. Ja z Karolem Petkowskim szedłem w pierwszej dwójce, on burmistrz za czwartą dwójką z rewolwerem i ze swym tłumaczem. Idąc koło starego kościoła zdjęliśmy obaj z Karolem Petkowskim kapelusze względnie czapki i wszyscy reszta zrobili to samo. Burmistrz jak wrzaśnie „halt!” to wszystkie kawki z wierzy starego kościoła uciekły, sam wyleciał na przód i bez tłumaczenia w niebogłosy wrzeszczał iż przed taką starą budą kapelusze zdejmujemy, a dla godła państwa niemieckiego żadnego uszanowania nie mamy. Wrzeszczał tak na nas z 15 minut, a rewolwerem przymierzał do głów tak, że ja już myślał, że teraz to już przynajmniej nas oboje z Karolem Petkowskim zastrzeli bośmy pierwsi stali przed nim. Przyznam się dziś że żal mi było życia w ten czas lecz pocieszałem się że zginę przy kościele. Gdy już burmistrz zachrypł  tak że już mówić nie mógł oddał nas policji która bez większego maltretowania spisała z każdego z nas protokół i zwolniła do domu. Na tem koniec był aresztowań tylko jako karę za ten czyn burmistrz pozbawił wszystkich mieszkańców Malca obojętnie dziecko czy starzec cukru, czyli nie dostaliśmy kartek na cukier przez 6 miesięcy.

Że się nam tak upiekło to dużą zasługą było ówczesnego Rządcy we dworze, a dziś nieżyjącego Karola Erharda, który chociaż niemiec lecz już przed wojną w Malcu zamieszkały i ożeniony z Polką, co tylko w jego mocy było to starał się ludność tutejszą bronić. Tu muszę stwierdzić że ludność z bardzo małymi wyjątkami (może 5 osób) zachowało się jak przystało na Polaków z honorem, a i tych kilku którzy gdyby coś wiedzieli i gotowi byliby Niemcom donieść w niedługim czasie gdy zaczęto aresztować i wywozić nauczycieli do obozów i innych na pracę przymusową w głąb niemiec, a następnie chłopów wysiedlać to ich sami niemcy z tej sympatii do siebie wyleczyli, natomiast wszyscy ci co przeszli przed obliczem burmistrza w Osieku i zostali przez niego opluwani zamiast się załamać na co liczył burmistrz stanęli z większą energią do pracy konspiracyjnej niepodległościowej…”

Przedstawiono na podstawie fragmentu „Rękopisu Ludwika Palmy”

Oryginał tej części rękopisu pisany był ołówkiem. Dziś po upływie ponad 70-ciu lat zapiski te, to pożółkłe kartki papieru z bardzo trudnym już do odczytania odręcznym pismem. Zachowało się kilka części, każda opowiada o różnych okresach, zdarzeniach, miejscach związanych z historią naszej wsi. „Rękopisy Ludwika Palmy” należy traktować jako ważne dokumenty i świadectwo naszej bogatej historii, szczególnie wojennej jak i powojennej. Obecnie zachowane części rękopisów przechowywane są w Maleckiej Izbie Pamięci. Mamy nadzieję że nadal służyć nam będą jako podstawa i cenne źródło informacji do kolejnych opracowań i przekazów dotyczących naszej lokalnej historii, które w dalszym ciągu, a mamy taką nadzieję, uda się przekazać szerszemu gronu, ale szczególnie naszemu młodemu pokoleniu.