Malec

Monografia Jana Ruska - cz. 1

Rozmiar tekstu:

Moją miejscowością rodzinną jest wieś Malec

W 1932 r. Jan Rusek, słuchacz Państwowego Instytutu Nauczycielskiego w Warszawie, otrzymał zadanie napisania monografii miejscowości rodzinnej. Początkowo mniemał, iż niewiele da się o Malcu napisać. Jak sam przyznaje: Otrzymawszy pracę na temat monografja miejscowości rodzinnej, jako środowiska wychowawczego, w pierwszej chwili miałem takie dziwne uczucie i zrodziła mi się taka oto myśl, co ja będę pisał i czy znajdę tyle materiału, żeby wypełnić przynajmniej pewna określoną ilość stron.

Podjął jednak trud i Po przejrzeniu planu (…) świadomy celu roboty wyjechałem w rodzinne strony, by zebrać jak najobfitszy materiał w ciągu paru wolnych tygodni. Zbierając materiały, spotkał się z niezwykłą życzliwością zarówno władz, jak i mieszkańców Malca: Na każdym miejscu znajdowałem nadzwyczajną pomoc, szczerość i przychylne ustosunkowanie się do całości zbieranego materjału. Urząd gminy służył mi całkowicie wszelkimi materiałami, dokumentami, będącymi w jego posiadaniu. P. A. S. kierowniczka szkoły odpowiedziała mi dość wyczerpująco na kwestionariusz, p. A. N. według kwestionariusza opracował działalność koła młodzieży, ochotniczej straży ogniowej, dożynki., … dużą ilość piosenek, jakość gleby, p. W. N. scharakteryzował kółko rolnicze. Nieoceniony okazał się wójt W.P., który opisał jeszcze prosto a jędrnie pracę samorządu gminnego dawniej i obecnie, jak również pracę jego na przyszłość.

Kończąc wstęp do monografii, Jan Rusek wyznaje: Przyznając się szczerze, to powiem, że gdybym poraz drugi podejmował się takiej roboty, to satarłbym się wniknąć głębiej w zagadnienie całokształtu pracy oświatowej na terenie wsi, podniesienia kultury środowiska, zespolenia szkoły z całością życia wsi i uczynienia z niej ośrodka, trzymającego rękę na pulsie spraw całej grupy ludności dążącego do wyzwolenia ogółu nas z ucisku biedy i narzekania.

Pomimo obaw autora, praca okazała się dość obszerna i objęła szereg zagadnień, w tym historię, oświatę, uwarunkowania społeczne, zwyczaje ludności, infrastrukturę, położenie geograficzne, czy też działalność samorządu lokalnego. Warto się z nią zapoznać, by porównać ówczesne życie mieszkańców Malca z dniem dzisiejszym.

 

Wieś nieduża

Malec tak wtedy, jak i dziś, to wieś nieduża, o powierzchni 462 ha a 51 m. kw. Oddalona od najbliższego miasteczka o 5 kl., a miasta powiatowego Białej 25 kl. Autor bardzo wyraźnie wskazuje na różnice w uksztaltowaniu terenu. Od strony południowej jest to równina: Postępując dalej ku północy, napotykamy na obszar, wznoszący się prawie pod katem prostym, a zwany „grapą” a najwyższym wzniesieniem obok kapliczki 292 ( 202) m nad p.m … Idąc dalej w tym kierunku wchodzimy w bardzo wyraźną kotlinę… W tej to kotlinie po obu brzegach Schudnicy rozbudował się Malec. We wsi występują trzy rodzaje gleb – gliny podgórskie, gleby torfiaste, gleby piaszczyste. Naogół ciepły, łagodny i średnio wilgotny klimat sprzyja rozwojowi roślinności. Poza uprawianemi roślinami, specjalnie nie spotyka się rzadkich gatunków roślin. Lasy mieszane z dość dużą przewagą drzew bukowych i modrzewiowych, do niewadwna zajmujących sporą powierzchnię gruntów wsi, zostały w połowie swej przetrzebione, a gleba po nich zużyta pod uprawę roli. Autor bardzo skrupulatnie odnotowuje terminy prac polowych: Pierwsze sianokosy zaczynają się około 15 czerwca, a żyto 10 lipca.

To, co wyróżnia Malec, to wysoko rozwinięta hodowla ryb / karpie, liny/ prowadzona przez obszar dworski, która w obecnych czasach kryzysu jest jedynem poważniejszym źródłem dochodowem i najlepiej rentującem się.

W Malcu nie ma dobrych dróg. Jan Rusek stwierdza wręcz, że Pod względem lokomocji Malec przedstawia się dość ubogo i dalej dość szczegółowo analizuje stan dróg: Odległość od najbliższej stacji kolejowej Kęt wynosi 6 – 7 km. Na stację kolejową można dostać się w dnie suche drogą krótszą t. zw. chodnikami, albo też pójść dłuższą drogą t. Zn. gościńcem. Jest to szeroki trakt państwowy, bity prowadzący z Oświęcimia do Białej. Do tego traktu mnie więcej na 4 – ym km. Od Kęt w stronę Oświęcimia dochodzi z Malca gościniec bity długości około 2 km. Jest to droga dość wygodna, utrzymywana przez samorząd powiatowy, a prowadząca od dworu osieckiego przez Włosień, Malec do głównego traktu państwowego. Dalej idzie droga, która łączy w najbliższej linji Nową Wieś z Osiekiem po przez Malec. Należy do I – ej klasy dróg gminnych, wysypana w 2/3 częściach nietłuczonym kamieniem . Stan taki powoduje, że podczas deszczów i roztopów tworzą się na niej głębokie koleiny.

Pomimo złego stanu dróg, poprawił się jednak dostęp do usług pocztowych: najbliższy urząd pocztowy jest w Osieku k/ Oświęcimia. Jednak ludność Malca mimo dalszego oddalenia, korzysta z usług urzędu pocztowego w Kętach. Do niedawna dostarczano przesyłki pocztowe 5 razy w tygodniu. Wkrótce jednak po odzyskaniu niepodległości Państwa, listonosz przynosi pocztę codziennie z wyjątkiem niedziel i świąt. Dostarcza ją specjalny listonosz z urzędu pocztowego Kęt, który między innymi obsługuje jeszcze Łęki, Bielany i Nową Wieś. Pocztę zwyczajną i poleconą jak kartki, listy, gazety i inne przesyłki przynosi do urzędu gminnego około godziny 11 przed południem. Z urzędu gminnego zabiera pocztę goniec gminny i tego samego dnia doręcza adresatom, otrzymując za doręczenie wynagrodzenie od 10 – 50 gr. Pieniądze, listy polecone, paczki podejmuje się podstawie zawiadomień zaświadczonych przez urząd gminy, bezpośrednio w urzędzie pocztowym.

Jest jednak problem z dostępem do radia, nad czym Jan Rusek bardzo ubolewa: Po za wyżej wymienionymi środkami lokomocji jest jeszcze środek, który łączy niektóre osoby z szerszym światem kulturalnym, a jest nim radjo. Środek niezmiernie ważny i doniosły we wszystkich gałęziach życia społecznego i gospodarczego wsi, ale szkoda, że ten środek jest tak mało rozpowszechniony. Wydatek niewielki a mógłby się przyczynić niewspółmiernie do podniesienia kulturalnego wsi. Obecnie są 3 aparaty odbiorcze, wielolampowe. Posiadaczami ich są rzecz zrozumiała a/ właścicielka dóbr, b/ dzierżawca dóbr i c/ Węgrzak Jan – niewidomy, który wzrok utracił całkowicie na wojnie i jedyna większa przyjemność jaka pozostała mu w życiu, to dobry słuch przy pomocy którego może nawiązać jako taki kontakt ze światem. Jak wielce ludność spragniona radja możę... fakt, zbierania się prawie co wieczórgrupy ludzi u niewidomego... i słuchającej do późnej nocy audycj radiowych... Do zrealizowania pragnień i zachęcania nabycia aparatów radjowych... mają organizacje młodzieży, względnie dorosłych.

 

Liczba mieszkańców podług spisu

Jan Rusek bardzo skrupulatnie odnotowuje liczbę, urodzin, w tym dzieci nieślubnych, zgonów oraz ślubów w latach 1786 – 1931. I tak w roku 1786 było 8 ślubów, urodziło się 16 dzieci - wszystkie tzw. „ślubne”, zmarło 9 osób. W 1931 było 5 ślubów, urodziło się 23 dzieci „ślubnych”, 3 „nieślubnych”, zmarło 15 osób. Statystyka urodzin przynosi bardzo wnioski, choćby na temat obyczajowości. Otóż w latach 1790 – 1800 urodziło się 33 dzieci „ślubnych” a tylko 2 „nieślubnych”. W latach 1920 – 1930 było już 14 „nieślubnych” dzieci („ślubnych” 58). Wyróżniają się tutaj lata 1900 – 1910, w których to urodziło się aż 17 „nieślubnych” dzieci (ślubnych 56).

Analizując demografię w kolejnych latach autor zauważa podział na dwa okresy: (…) okres od 1786 r. (…) cechuje bardzo wyraźne umniejszanie się liczby mieszkańców, drogą przewagi i zgonów nad urodzinami i ciągłem wzrastaniem śmiertelności, dochodząc do ostatecznego punktu kulminacyjnego w latach 1840 – 1850 r.

 

Kolejny okres przynosi stabilizację: Lata 1850 – 1860 są latami równowagi urodzin i zgonów, poczem naturalny przyrost ludności stale podnosi się, do – chodząc w latach 1900 – 1910 do największych liczb, natomiast liczb zgonów bardzo wyraźnie zmniejsza się. Liczba zgonów i liczba urodzin w okresie wojny bardzo znacznie spadła, prawdopodobnie dlatego, że w tym okresie była niewielka liczba urodzonych dzieci, które powodują zwiększanie liczby zgonów i wpływają przez to na ogólne zwiększenie śmiertelności liczby mieszkańców. W ostatnim dziesiątku lat widzimy znów wyraźnie poprawę liczby urodzin a niewielką znów liczbę zgonów. Możnaby śmiało twierdzić, że stopień śmiertelności wśród ludności Malec, był zawsze duży w okresie ciężkich warunków życia i zmagań o chleb powszedni, natomiast zmniejszał się niewspółmiernie z ta chwilą, kiedy warunki bytu poprawiły się. Uwydatnia się to najmocniej po zniknięciu pańszczyzny, uwłaszczeniu chłopów, podniesieniu kultury rolnej i osiągnięciu nieco wyższej stopy życiowej.

Największa liczba zgonów przypadła na rok 1847. Jan Rusek przytacza bardzo ciekawą historię, tłumaczącą zwiększoną umieralność w tym okresie, opowiedzianą mu przez jego ojca:

…wieś i cała okolica została nawiedzona nieubłaganą klęską żywiołową. Rok poprzedzający okres klęski był okresem deszczów i powodzi. Urodzaje w polu były słabe i na dobitego złego, to co się urodziło w polu – pogniło, bo ludność nie mogła zebrać plonów z pola. Na trzodę padła jakaś zaraza. Gospodarze pozbyli się przez to zwierząt domowych. We wsi i okolicy panował głód i nędza. Nie było, co jeść, jak również skąd, ani czem dowieść żywności, bo brak było środków na przewóz. Kilku gospodarzy wyjechało po zakup żywności do pobliskich Węgier, lecz wracając z nią zostałi w drodze napadnięci, żywność im zrabowano, a oni ledwo uszli z życiem. Pieniądze mieli, lecz nie mogli nigdzie za nie zywności dostać. Ludność czem mogła, tem się karmiła. Żywili się podobno okopowizną / rzepą, burakami, korzeniami kapusty/ bo tej zabrali jeszcze trochę z pola, a niektórzy nawet trawą się żywili. Mając takie pożywienie, n,ie można się dziwić, że zapadali na różne choroby żołądkowe i wprost masowo umierali. W księgach metrykalnych powód śmierci zaznaczony jest następującymi najczęściej określeniami: confuglia, profisus, dobilitas, tyfus, dysenterja. Ojciec opowiadał mi dalej, ze zdarzały się wypadki, że ludzie dostawali boleści brzucha gdzieś w polu, drodze i tam zdala od domu często umierali, kończąc życie w konwulsyjnych bólach. Była podobno specjalna trumna gminna, do której znoszono umarłych i grzebano ich na cmentarzu w Malcu niedaleko kapliczki. Potwierdzenie tego miejsca grzebania zmarłych miałem i u innych gospodarzy, dziwi mnie jednak, dlaczego nie ma na tem miejscu jakiegoś znaku.

Praca kobiet jest dużo lżejsza

Ogólna liczba mieszkańców według spisu z 9 grudnia 1931 r. wynosiła w Malcu 534 osoby, w tym 1 osoba władająca językiem niemieckim, a pozostałe polskim. Dzieląc ludność podług wyznania: rzymsko – katolików było 530, wyznania ewang-augs. 6. Podług płci było 261 mężczyzn, 273 kobiet. W tych liczbach dzieci do lat 13 – 181. Z tego chłopców 92, a dziewcząt 89.

Autor monografii Malca poddaje gruntownej analizie stan ludności ujawniony w spisie: Jeśli spojrzymy na statystykę ludności, zebraną na podstawie arkuszy spisowych z dnia 9. XII. 1931 r. pokaże się, że kobiety żyją dłużej, aniżeli mężczyźni. Bardzo wyraźnie zaznacza się to u mężczyzn i kobiet powyżej lat 50. Ciekawe jest diagnoza tego stanu rzeczy, stawiana przez autora: Sądzę, że przyczyną byłoby tutaj to, że praca kobiet jest dużo lżejsza od pracy mężczyzn. Kobiety pracują więcej w domu, mężczyźni znów poza praca domową muszą jeszcze dorabiać w większości wypadków poza domem, bądz to jako najemnicy u sąsiadów, bądz też jako niewykwalifikowani, a ciężko pracujący robotnicy po fabrykach. Praca czę-sto ponad siły niezmiernie ich wyczerpuje. Pracując poza rodzinną miejscowością, już z rana wyjeżdżając do fabryki, wracają pod wieczór do domu i zaprzęgają się do własnej domowej roboty, pracując do późnego wieczora, a czasem i nocy, a rano wstając, nim jeszcze świt nastanie. Tem tłumaczyłbym większą odporność kobiet, a tem samem dłuższy okres życia, a mniejszą u mężczyzn i skrócony okres życia.

Dane spisowe pozwalają też stwierdzić zwiększony przyrost naturalny w Malcu: w ostatnich dziesiątkach lat zaznacza się bardzo silny, naturalny przyrost ludności. Jeśli wezmiemy liczbę mieszkańców podług spisu ludności z 1931 r., która wyrażała się liczbą 501, a liczba urodzin na ostanie dziesięciolecie wynosi 209, to przyrost naturalny ludności wsi Malca w stosunku do ogólnego przyrostu ludności w Polsce pozostaje jak 41.6 do 31.2, a więc jest prawie 50 % większy od ogólnego przyrostu Polski. Wbrew pozorom, zwiększony przyrost naturalny wcale Jana Ruska nie cieszy. Wręcz przeciwnie: Nie jest to objaw pocieszający w obecnych czasach, jeśli wezmiemy pod uwagę brak ziemi, warsztatów pracy rolnej, fabrycznej i powstrzymanie zupełne emigracji do krajów zagranicznych. Aby temu zapobiec, proponuje dość ciekawe rozwiązanie: Należałoby z całą siłą dążyć do uświadomienia i ograniczenia liczby urodzin, która jest często nieświadomą i bezmyślną produkcją dzieci. Jedynym środkiem wiodącym do tego celu uważam za konieczne zorganizowanie w pobliskim miasteczku przez kompetentne czynniki porady dla rodziców a dalej wstawienie do pokoju drugiego łóżka dla jednego z członków małżeństwa, by jednak sypiali osobno. W przeciwnym razie we wsi wzmoże się jeszcze większy przyrost ludności i w konsekwencji przyjdzie za tem obniżenie kultury materialnej, duchowej, a dalej bieda i nędza.