Malec

Monografia Jana Ruska - cz. 2

Rozmiar tekstu:

Na środku stał kopiec, a na nim zamczysko

Czy rzeczywiście nazwa wsi Malec pochodzi od nazwiska-przydomka herszta zbójców mieszkających w zamku na środku stawu? Ciekawa to historia i, jak w takich przypadkach, pełna skarbów i tajemnych przejść: Dawnemi czasy Malec pokryty był wielkiemi lasami. Wśród borów i lasów był staw, a na środku jego stał kopiec, a na nim zamczysko otoczone ze wszystkich stron wodą. W zamczysku mieszkali zbójcy. Hersztem zbójców był niejaki Małewski, znaczy że wzrostu małego, krępy, barczysty o silnej budowie ciała. Od niego ma się wywodzić nazwa wsi Malec. Z zamczyska tego podobno kiedyś prowadziła droga podziemna do drugiego zamczyska z oddalonego o 18 km, a znajdującego się w Międzybrodziu Kobiernickim, w którym również mieszkali zbójcy.

Historia ma swój dalszy ciąg już w późniejszych czasach, kiedy to mieszkańcy Malca uzyskali pozwolenie na rozkopanie owego kopca, w którym spodziewali się znaleźć skarby: Kopali (…) a przy tem okropnie się pomęczyli. Szczęśliwi nareszcie, że po długiej pracy dokopali się do ciężkich, grubych, żelaznych drzwi, zmordowani, udali się na posiłek południowy, żyjąc nadzieją, że kiedy odpoczną i pokrzepią się, to zaczętą pracę doprowadzą do końca. Jednak o dziwo. Wróciwszy do pracy, cały dorobek zastali zniszczony. Owe ogromne drzwi żelazne zostały zupełnie zasypane, a robota jakby nietknięta. Przypuszczając, że to jakaś wyższa siła, jakieś zrządzenie boskiego losu, czy też jakieś czary przyłożyły rękę do tego dzieła i pokrzyżowały im zamiary, zrzekli się wydobycia bogactw i zaprzestali dalszego rozkopywania kopca. Kopiec, jak twierdzi autor monografii, w rzeczywistości rozkopano około 1870 r., ale nie natrafiono na skarby, ale na kamienie i fragmenty fundamentów. Kopiec przetrwał do czasów współczesnych autorowi: Obecny stan kopca tak się mniej więcej przedstawia: znajduje się na środku stawu zw. Wiśnikiem. Otoczony jest ze wszystkich stron wodą, bagnami i moczarami. Latem brak dostępu do niego, a jedynie można się dostać do niego zimą po lodzie. W średnicy około 25 m. a wysokości 12 m.

Wieś pamięta dobre i złe czasy

Losy Malca i jego mieszkańców zmieniały się wraz ze zmianą właścicieli. Raz był dobrobyt, raz bieda. Najlepiej żyło się w Malcu, kiedy właścicielką była hr. Braniecka. Pańszczyzna była bardzo mała, opłaty również, a wszędzie inne świadczenia zredukowano do minimum. NP. jedna zagroda tytułem wszystkich świadczeń pańszczyźnianych opłacała tygodniowo jedno jaje, lub równoważnik tej wartości. W warunkach ciężkich i trudnych, w wypadkach jakiegoś nieszczęścia u chłopa, dziedziczaka zwalniała nawet od tych niskich świadczeń.

Najgorsze czasy mieszkańcy Malca przeżyli zaś kiedy dobra osieckie a zarazem maleckie nabył baron Larisch, rodem z Niemiec. Z chłopami obchodził się okrutnie. Administracja dóbr składała się w większości z Niemców, którzy za najmniejsze wykroczenia ze strony chłopów w stosunku do dworu, znęcali się nad nimi w nielitościwy sposób. Wzywani byli do pana i tam przez specjalną zaufaną służbę dworską obici a później zamykani do aresztu zw. „pikusem”. Dwór był panem życia a często i śmierci chłopa. Opowiadają np. jak to odbywało się angażowanie chłopów na pańskie. Wczesnym rankiem przechodził karbowy dworski przez wieś, nie wchodząc do domów, nie mówiąc nic, podchodził do okna, zapukał i położył na niem 4 „bucoki” tytułem zapłaty za robociznę. Wracając z powrotem, zaglądał tylko czy pieniądze zostały przyjęte, co miało oznaczać zgodę wieśniaka na przyjście do dworu. Jeżeli się zdarzyło, że chłop z głębszych przyczyn nie mógł pójść na pańskie i nie wziął pieniędzy, uważane było za bunt wobec pana i takiego buntownika sprowadzała służba dworska do pana, rozbierała go i biła a potem zamykała do „pikusa”.

W czasach pańszczyźnianych ziemia w Malcu należała do dworu. W posiadaniu chłopów było 7 ról większych a mianowicie:/ Pałeczkówka, Tlałkówka I, Tlałkówka II, Nowakówka, Łukasikówka, Krawczykówka i Sobolówka/ Kazda z tych ról liczyła około 40 morgów ziemi, a właściciele ich, a właściwie gospodarze którzy obrabiali … za używanie ziemi pracowali końmi 3 dni w tygodniu. Prócz tego musieli się jeszcze stawić do dworu na każde żądanie dworu.

Wieś dzieliła się jeszcze na zagrody. Takich zagród było około 15, a ilość ziemi należąca do jednej zagrody wahała się od 5 – 10 morgów. Posiadacze zagrody odrabiali od 3 – 6 dni na pańskiem, a dalej byli zmuszania stawić się na każde żadanie do posług we dworze, za co marnie byli wynagradzani.

Życie chłopów było w tych czasach tak ciężkie, ze niektórzy chłopi porzucali rolę i uciekali ze wsi. Jan Rusek przytacza bardzo ciekawą opowieść o chłopie, który uciekł tuż przed uwłaszczeniem: Rola Sobolówka liczyła około 40 morgów ziemi. Posiadaczem jej był chłop nazwiskiem Sobol. Warunki pracy na niej mu się uprzykrzyły i obrzydły, że w marcu 1848 roku opuścił rolę i uciekł ze wsi, nie chcąc mieć ziemi, a dalej znosić ciężarów, prześladowań i zależności dworskiej. Opuszczona rola przypadła na własność panu . Fakt ten jest dlatego z całą ścisłością i dokładnością wspominany, a zarazem komentowany, że w dniu 15 maja tegoż roku nastąpiło uwłaszczenie chłopów. Mianowicie wszystkie role i zagrody, które uprawiali chłopi, przypadły bez żadnych świadczeń i opłat na wyłączną ich własność. Natomiast wspominana Sobolówka przypadła panu, mimo że pierwotnie jej właściciel wrócił, a-le jej nie otrzymał, gdyż w chwili uwłaszczenia jej nie używał.

Uwłaszczenia w Malcu dokonano na podstawie pomiaru gruntów pańskich i chłopskich z 184 r. Pomiarów dokonano na podstawie dekretu dla przewodnika pomiaru szczegółowego z dnia 16 kwietnia 1845 r: Niniejszym mianuje się Mateusz Łukasik na przewodnika pomiarów szczegółowego dla gminy Malec, którego obowiązkiem jest przez cały ciąg pomiaru w gminie tej kolejno z innymi przewodnikami odbierać i uzupełniać najakuratniej wszystkie rozkazy p.p. mierniczego i przydzielonego mu adiunkta przy wytaczaniu środkowych granic pojedynczych posiadaczy, jak niemniej przy mierzaniu pojedynczych gruntów być obecnemi, na wszystkie pytania miernika tak co do granic gminy, jak pojedynczych gruntów, nazwisk posiadaczy, gatunku uprawy i t.p. Dokładniej prawdy wszelkiej wiadomości udzielać i wszystkie obowiązki, które w tym względzie na nich wkładają, pod zagrożeniem kar w tych przepisach, oznaczonych najakuratniej wypełniać.

Po uwłaszczeniu panowie długo jeszcze nie mogli zapomnieć o swoich dawnych przywilejach i świadczeniach. Zaczęły się spory i utarczki o pastwisko, tzw. „nowsie”, do którego dwór rościł sobie pretensje. Doszło nawet do sporu, w wyniku którego ucierpiał ówczesny wójt Malca: Wieś zaś, nie chciała uznać prawa własności roszczonego przez dwór. Ze strony gminy występowali Walenty Łukasik syn Mateusza w owe czasy wójt i Tlałka Maciej, jako podwójci. Występując, jako rzecznicy gminy sprzeciwili się w tej sprawie stanowczo dworowi, potwierdzając tem samem prawo własności pastwiska na rzecz gminy. Rozgniewany pan wezwał ich do siebie, zamknął do „Pikusa”i kazał wymierzyć wójtowi Walentemu Łukasikowi 50 razów a podwójci Maciej Tlałka otrzymał 25 r. Jak ciężka i dotkliwa była ta chłosta dla wójta, niechaj zaświadczy fakt, że po pobiciu Walenty Łukasik kazał sobie wykopać dołek w gminie, w którym przesiadywał przez dłuższy czas by mu ból z ciała przeszedł. Przejeżdżający z Osieka do Kęt Andrzej Kramarczyk, zaobserwował u niego ten sposób kuracji a zauważonem fakcie opowiadał swemu synowi Walentemu. Tym sposobem drogą wielkich starć i prześladowań jednostek, wieś utrzymała kilka morgów pastwiska gminnego.

W kilka lat po uwłaszczeniu ziemie dworskie przypadły córce barona LARISCHA- hr. Borkowskiej. Stosunki miedzy wsią, a dworem ułożyły się normalnie. Dwór jednak nie przyzwyczajony do ponoszenia większych świadczeń, ciężarów jak np. opłacanie robocizny i t.p., zadłużył się bardzo mocno i to do tego stopnia, że hrabina Borkowska zaofiarowała chłopom kupno gruntów dworskich na dogodnych warunkach. Ale wieś nie zdecydowała się na nabycie ich. Prawdopodobnie, że była biedna, we wsi panoszyło się ubóstwo i nędza, pieniędzy nie było, jak również, nie było źródeł gdzieby chłopi mogli je pożyczyć, a po wtóre niektórzy chłopi uważali zaofiarowanie ziemi za pewien podstęp dworu. Sądzili, że mogą ziemi kupić, zapłacić, a potem przyjdą znów takie czasy, że panowie tę ziemie powrotem im zabiorą.

W tych warunkach zadłużony dwór zmienił właściciela. Około 1880 r. posiadłość nabył Karol Haempel, podobno za 70000 zł reńskich. Pan K. Haempel zainteresował się dośc żywo życiem wsi. Pomagał w zorganizowaniu szkoły, udzielał pożyczek, wspomagał biedniejszych, dając im po kawałku ziemi, pozwalając paść krowy na pastwisku dworskim, a co ci pewną oznaczoną ilośc dni odrabiali na pańskiem.

Podział ziemi przedstawia się dość zawile

Jan Rusek dość szczegółowo opisał podział gruntów w Malcu z czego najciekawszy wydaje się podział według nazw używanych przez mieszkańców wsi wraz z wytłumaczeniem ich pochodzenia: Omawiając podział gruntów, przytoczę mniej więcej wszystkie nazwy, jakiemi ludność oznacza swe pola. Niektóre z nich pamiętają ludzie starsi, a mianowicie: górnica, sobolówka(Sobol), brzezina (dawniej brzozy rosły), wielkie pola (w stronie Bielan), nierat, zatoń (za rzeką), nogawiec, łęgi, wymiarek, bagno, dołki, szeroka (za lasem), u kapliczki, wisielec (koło sośniny), łupieżysko (pole niedaleko sośniny, na nim podobno stała chatka, a w niej mieszkał człowiek trudnocący się łapaniem psów i ściąganiem z nich skóry (hycel – łupież)). Chatka ….. spłonęła mu, nie pozostało z niej żadnego śladu.

Na ogólną powierzchnię wszystkich gruntów wiejskich 462 ha. 44 a. 51 m. kw. wydzielono w roku 1877 parcel 1466, przy średniej liczbie 16,3 parceli przypadającej na jedno gospodarstwo. Poszczególni gospodarze mają swe mienie w kilku kawałkach, a ten kawałek ziemi może mieć podług ksiąg posiadłości gruntów kilkanaście parceli, jedne obok drugich leżące. Nieodłącznym elementem gospodarowania gruntami było przenoszenie własności ziemi z jednego właściciela na drugiego. Autor podaje trzy sposoby: przez dziedziczenie z rodziców na dzieci, spadek, łączenie gospodarstw przy zawieraniu małżeństw, dokupywanie lub sprzedawanie ziemi. Bardzo ważne są tu zapisy w księgach hipotecznych: A zatem każda najmniejsza własność, mająca swe akta w urzędzie hipotecznym, stanowi osobne gospodarstwo, a przechodząc na innego właściciela, musi przejść wyżej wspomniane koleje zapisu. Gospodarze przywiązują i doceniają ogromnie znaczenie ksiąg hipotecznych. Mogą je przeglądać bezpłatnie każdy poniedziałek jako dzień targowy. Dozwolone jest przeglądnięcie wyciągu drugich w księdze hipotecznej. Ludność skwapliwie korzysta z tego przywileju. Dlatego tez wszelkie kupna ziemi, nieruchomości, spadki, zapisywanie, wianowanie muszą być odnotowane odpowiednio w księgach hipotecznych. Gospodarze narzekają jedynie na wielkie opłaty, jakie muszą ponosić u notarjusza, sądzie i urzędzie hipotecznym za czynności opłacane z tego tytułu.

Jan Rusek podaje bardzo ciekawe przykłady na różne sposoby przenoszenia własności: Rodzice Ziemię zapisują „puszczają”w tej chwili, kiedy dzieciom czas żenić się, sami zaś nie mają siły do ciężkiej fizycznej pracy, albo już w ostateczności t.j. na łożu śmierci. Na łożu śmierci albo w razie ciężkiej choroby zapis czyli „dystament”robi się w obecności dwóch świadków. I oto przykładowy „dystament”z 1856 roku: „Testament. Albo raczej ostatnia wola pracowitego Józefa Tlałki półrolnika nad Nr. dom 82 w Malcu dnia 12 października 1856 r. widzi się być bardzo słabym na siłach, lecz przy dobrym rozumie i pamięci czyni takowe ostatnie rozporządzenie pomiędzy córką swą 10 lat mającą wieku swego i żoną swoją Magdaleną z Pawiów według woli mojej. Najpód oddaję Bogu duszę jako stwórcy swojemu t.j., którą od niego odebrałem, ziemi zaś ciało, jako na ziemi powstało, aby było pochowane według możności kościoła katolickiego, jeżeliby już zeszło z tego świata. Miejsce które ja teraz posiadam grunt półrolek wraz z pobudynkami pon. Nr. 82 w malcu, to poręczam córce swojej Annie Tlałkównej, ona zaś będzie obowiązana pasierbicy mojej Marjannie Chwirutowej 40 fr. i jedną krowę jej dać, jak zamąż pójdzie połowę pieniędzy, a jak dorośnie córka Anna to drugą połowę pieniędzy, tak że i żonie mojej Magdalenie z Pawiów dać jej wymowa dożywotni gruntu 20 zagonów pomiędzy gruntami Nowakowymi i

pomieszkanie w jednej izbie i krowę paść i trawę dla niej zbierać,, w zimie nad wyżywienie 8 centarów siana każdego roku bezpłatnie i małżonkę moje z miejscem pochować . Mateuszowi Tlałce opłatki jemu przyjdzie 20 fr. wypłacić a pogrzeb mój za wiele będzie można zrobić, a gdy pożuj po uczynionym testamencie stwierdzam nie – inaczej według woli mojej zabierając się z tego świata na tamten świat. A gdyby córka Anna zmarła, to Marjanna Chwirut cały majatek po niej otrzyma. Malec z dnia 12 października 1856 r. XXX Józef Tlałka testator i niepodpisujacy. Jozef Bojarek przytomni. XXX Mateusz Łukasik. XXX Walenty Paw. XXX. Wojciech Jasiński. XXX. Wojciech Dudek. Jozef Bojarek podpisujący świadek” .

Czasami przenoszenie własności było bardzo skomplikowane i nie zawsze gospodarze dotrzymywali zobowiązań: Rodzina Pot. Ma 1 córkę i 4 synów, zabudowania i 15 mórg ziemi. Ojciec umiera i swoją część t.j. połowę zabudowań, 9 ½ morgu ziemi zapisuje najstarszemu synowi W., myśląc, że matka to samo zrobi i gospodarki nie będzie rozdrabniać. Z tego syn ma opłacić rodzeństwo w wysokości 1400 kor, a spłacił J. 1700 zł., K. 1700 zł, ST. 1700, a siostrze 1415 zł. prócz tej spłaty Z. miała jeszcze składkę ubezpieczeniowa po ojcu 400 zł. Syn W. ożenił się biorac niewielki posag za żonę, bo około 600 zł wartości i przejmuje dla siebie spuściznę po ojcu. Matka przechodzi do swojego domu, który jest po sąsiedzku i gospodarzy wraz z dziećmi na swojem gospodarstwie, składającym się z 5 i pół morgu ziemi. W kilka lat matka wydaje córkę zamąż nie po myśli umarłego męża zapisuje jej całą swoją część wraz z zabudowaniami. Mąż wnosi na gospodarstwo żony 3500 zł. i z tego ma spłacić J. 1000 zł. K. 1000 zł. i S. 1000 zł. W nie otrzymuje żadnej spłaty, a matka ma otrzymać „wsypkę”, lecz zrzeka się jej, pozostaje narazie na dożywociu i odżywia się razem z dziećmi.

I inny jeszcze przykład: Rodzina Łuk. Fr. ma 3 córki, 2 synów, zabudowania i 14 morgów ziemi. Najstarszy syn W. wyjeżdża do Francji, a druga po nim córka wychodzi zamąż, otrzymuje w posagu 4 morgi ziemi. Idzie na gospodarstwo męża, która ma zabudowania i również 4 morgi ziemi. Rodzice gospodarza w domu, dzieci dorastają, więc chcą zrobić sprawiedliwy podział ziemi. Proponują by jedno z dzieci wykupiło całą gospodarkę i spłaciło resztę rodzeństwa. Podejmuje się tego zamężna córka K., której mąż jeździł do ST. Zjedn. zarobił trochę pieniędzy i mógł pozwolić sobie na wykupno całej gospodarki. Za dom murowany, stodołę na filarach betonowych wszystko w dobrym stanie i 10 morgów ziemi zapłacił teściowi 2300 zł. z tego syn W. otrzymuje 3500 zł., córka J. 8000 zł., K. 8000 zł, a córka zamężna niedopłata 3500 zł., zatrzymując je dla siebie jako spłatę z gospodarstwa ojca, a zwraca ojcu uprzednio zapisane jej 4 morgi ziemi, które rodzice zatrzymują dla siebie, a które to 4 morgi ziemi otrzymuje syn J., ewentualnie córka K., będzie mogła od niego ten grunt wykupić.

Co ciekawe w przykładach podawanych przez autora monografii Malca – prawie w każdym opisanym przypadku ktoś z rodziny wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych bądź do Francji. Bardzo ważnym elementem gospodarowania gruntami, było zabezpieczenie przez gospodarzy (najczęściej małżonków) spokojnej starości. Jak podaje Jan Rusek: Gospodarowanie i używanie ziemi należy wspólnie do męża i żony, natomiast dysponowanie ziemią jako swoją własnością należy osobno do męża i osobno do żony. W momencie zapisywania ziemi jednemu z dzieci, oboje rodzice zrzekają się wspólnie i jeśli są zgodni, zapisują tak, jak uradzą, w przeciwnym razie mąż zapisuje swoją część któremukolwiek z dzieci, a żona robi to samo. (…) Małżonkowie nie wiedząc jakie będzie „zrządzenie boskiego losu”, jak się ustosunkują do nich ich dzieci, zabezpieczają sobie spokojną starość już przy notarjalnym zapisie majątku, zastrzegając sobie prawo użytkowania jego, pewnej części względnie innych świadczeń do samej śmierci. Świadczenia te zwą się różnie i tak: a/ wymówek, b/ wymiar, c/ dożywocie.

Podając przykłady różnych sposobów zabezpieczenia przez gospodarzy starości, autor dokonuje ciekawych obserwacji socjologicznych: Najrzadziej spotykanym sposobem zabezpieczenia późnej starości jest dożywocie. Obserwuje się to tylko tam, gdzie stosunek rodziców do dzieci oparty jest na bezwzględnym zaufaniu, szczerości i naodwrót. Występuje to tam, gdzie dzieci niezmiernie troskliwie opiekują się swoimi rodzicami. Jednak i w takich wypadkach czasami jedna i druga strona jest niezadowolona. Rodzicom jako osobom starszym trudno jest dogodzić, zdaje im się, że gdyby mieli wymowak powodziłoby się im znacznie lepiej. Wydaje się przytem że dzieci ich krzywdzą. Zdarza się nawet, że dzieci nie chcąc mieć tych podejrzeń i wyrzutów ze strony rodziców, proponują im wymiar lub wymówek na co staruszkowie zgadzają się i przechodzą często w gorsze warunki bytowania. Charakterystycznem jest to, a psychologicznie wytłoczone, że tacy staruszkowie chcą jak najdłużej gospodarować, a przejście na wymiar lub dożywocie uważają sobie za bliski grób. „szelkiemi siłami bronią się przed tego rodzaju sytuacją życiową, a godzą się jedynie wtedy na to, kiedy im sił do pracy nie.