Malec

Monografia Jana Ruska - cz. 3

Rozmiar tekstu:

Wieś składa się prawie z samych małorolnych

Mimo, iż w Malcu są grunty średniej jakości, a większość gospodarzy to małorolni uprawa roli w ostatniem ćwierćleciu podniosła się znacznie. Tak pod względem urządzeń technicznych, ulepszeń narzędzi rolniczych, jako też stosowania nawozów sztucznych i doboru nasion. Cóż z tego, skoro brakuje siły pociągowej, bo we wsi tylko kilkunastu gospodarzy posiada konie, z czego: 4 – ch gospodarzy ma po 1 – ej parze koni, 12 zaś gospodarzy po 1 koniu, a że nie mogą pracować jednym koniem, muszą się wzajemnie sprzęgać. A zatem do odrobienia chłopskiej ziemi jest tylko 10 par koni. Ze wspomnianych urządzeń technicznych najwartościowsze posiadają właściciele koni, którzy posiadają zazwyczaj 1 lub 2 wozy polne, wózek do wjazdu, pług żelazny z drewnianym grządzielem, kojec drewniany, brony drewniane z gwośdziami żelaznymi, hakówkę, bronę z zakrzwionemi gwoździami, płużek, pielacz / ruczach do kartofli, buraków/, maszynę do młócenia zboża kieratową lub ręczną. Gospodarze małorolni posiadają jedynie narzędzia ręczne, a także młynek do czyszczenia zboża, cepy, widły, łopatę, tyki, taczki, „pragaon”.

Mimo wszelkich trudności uprawa ziemi stoi dość wysoko. Produkcja poszczególnych roślin wynosi mniej więcej: żyta, pszenicy i owsa od 6 – 10 centnarów metrycznych, koniczyny suchej od 30 – 50, ziemniaków od 80 – 120, buraków od 250 – 300 centnarów metrycznych. Uprawa ziemi ma na celu wydobycie z niej tyle produktów, aby starczyło na całoroczne wyżywienie rodziny. Zdaje mi się że w obecnych ciężkich czasach kryzysu rolnego, należałoby przejść od gospodarki zbożowej okopowej i hodowlanej, do gospodarki warzywniczo – ogrodniczej. Tembardziej, że rynki zbytu mieszczą się wpobliżu wsi.

Sadownictwo nie przynosi żadnych zysków, gdyż brak jest szlachetnych gatunków drzew owocowych. Obecnie spotyka się w sadach przeważnie stare, zdziczałe jabłonie, grusze, na pół zeschnięte śliwy, gęsto posadzone bez jakiegokolwiek dalszego planu na przyszłość.

Lepiej przedstawia się hodowla zwierząt: Podług spisu zwierząt domowych z dnia 31.XII. 1931 r. przeprowadzonego przez miejscowy urząd gminy było we wsi 185 krów, 18 cieląt, 5 buhaje, 24 koni, 248 świń i 4 kozy. Pozostałe zwierzęta domowe nie zostały objęte spisem. Najlepsze efekty przynosiła hodowla krów: Dzięki rozdaniu pomiędzy członków kółka rolniczego kilku sztuk bydła rasy czerwono – polskiej, która przyjęła się i wypiera coraz bardziej dawne bydło nieokreślonej bliżej rasy. Do podniesienia rasy bydła przyczyniła się również sprowadzenie buhaja rasy czerwono – polskiej, którego posiadaczem jest gmina.(…) Pasaniem zajmuje się młodzież obojga płci od lat 8 – 14.

Bardzo ciekawych spostrzeżeń dokonał autor monografii w zakresie produkcji i spożycia mleka: Część tego mleka zużywa się na własne potrzeby domowe, część zaś przerabia się na masło i sprzedaje w pobliskiem miasteczku, a jeśli tego nie czyni się to gospodyni odnosi mleko do miejscowej mleczarni, w której odciągają z niego śmietanę. Gospodarz zabiera mleko do domu już bez zawartości tłuszczu, a śmietanę sprzedaje mleczarni. Takie to mleko bez zawartości tłuszczu przeznacza się również na użytek domowy. Wielką krzywdę wyrządza jednak matka, która takiem opuszczonym mlekiem karmi swoje dzieci, a karmiąc je nawet własną piersią, spożywa je w tym czasie. Odbija się to mocno na ich rozwoju fizycznym i umysłowym.

Hodowla świń jest najmniej kosztujaca, obecnie i tak przynosi deficyt, jak stwierdza Jan Rusek, który zauważa również aspekty wychowawcze w hodowli trzody chlewnej: Specjalną opieką otacza się knury, które w dużym stopniu podtrzymują hodowlę świń na wyższym poziomie. Nie małą w tem rolę odegrało N.T.R., które rozdało kilkanaście sztuk prosiąt pomiędzy członków koła młodzieży, przez co jest fakt ten poza głębokiem oddziałowywaniem wychowawczem na młodzież, biorącą udział w konkursie, przyczynił się niemało na uszlachetnienie rasy.

Kozy, to margines hodowli: Kozy utrzymują jedynie bezrolni lub małorolni i to tez tylko w pojedynczych przypadkach. Znaczący w budżetach domowych dochód przynosi hodowla drobiu: Poważny dochód, który idzie na opędzenie wszystkich drobnych wydatków w gospodarstwie przynosi hodowla drobiu jak: kur, gęsi i kaczek. Gęsi i kaczki utrzymują po kilkanaście te gospodarstwa, które domy mają położone nad samą rzeką, a w domu jest któreś z najmłodszego rodzeństwa, co je będzie pasło i pilnowało. Hoduje się je na pierze i na sprzedaż, rzadziej na młode. Natomiast już każda rodzina posiada po kilkadziesiąt sztuk kur. Należą one do wyłącznego gospodarstwa kobiecego. Hodowlą gołębi i królików zajmuje się przeważnie młodzież, ale tak przeważnie z amatorstwa. W Malcu zaznaczyła się też hodowla pszczół, chociaż w niewielkim zakresie.

Ludność jest optymistycznie usposobiona…

... A poza tym ma już wrodzone cechy oszczędności. Grosza zapracowanego nie trwoni, chętnie pożycza sąsiadowi, albo oddaje do kasy „na procent”. Pośrednictwo żydowskie i lichwa znikła zupełnie ze wsi, a obecnie pokolenie nie pamięta jej wcale. To wysoka ocena mieszkańców wsi, którzy zajmują się nie tylko rolnictwem. Lista zawodów jest bardzo zróżnicowana: rolników 77, z tej liczby dorabia jeszcze podobno jako: cieśle 3, ślusarz 1, szewcy 4, muzykanci 4, robotnicy do wszystkiego 10. Niektórzy wykonują nawet „czyste zawody” nie zajmujące się rolnictwem to będą nauczyciele 2, ekonom- gorzelnik 1, nadzorca meljoracyjny 1, ślusarze 2, kuśnierze 3, kolejarz 1, stolarz 1, kowal 1, krawców 5, szewców 5, górnik 1, sklepikarz 1, wyrobników, - robotników 13, żyjących z renty inwalidzkiej 9, fornali 8, bezrobotnych zarejestrowanych 9, i żebrak zawodowy. Jan Rusek bardzo wnikliwie analizuje jednak szewców i krawców, których zawody nie są aż tak „czyste” : Krawcy mimo, że zaliczani są do kategorji czystych zawodów, gotowych ubrań na sprzedaż nie szyją, a wykonują je tylko wtedy jeśli dostaną zamówienie, a mianowicie, gdy im ktoś przyniesie materjał z dokładami na ubranie. Prócz całkowitego uszycia ubrania, wykonują jeszcze drobne naprawy. Wieś obsługują całkowicie. Jedynie dziewczęta jako więcej kapryśne „strojne i paradne” odnoszą materjał do pobliskiego miasteczka i tam dają wykonywać stroje. Szewcy pozostali, zajmują się więcej naprawą obuwia aniżeli wykonywanie gotowych na sprzedaż a jeśli to czynią, to i to wyjątkowo i tylko na zamówienie. Natomiast niektórzy rzemieślnicy pozostają w ogóle bez pracy: Ślusarze, kuśnierze są obecnie bezrobotni, pomagają przy pracy w domu i na roli, dorabiając gdzie tylko mogą, podejmują się jakiejkolwiek pracy, byleby tylko odciążyć dom i podtrzymać własną egzystencję. Są jeszcze o tyle w szczęśliwych warunkach, że są to jeszcze młodzi, nieżonaci, a przytem nieobarczeni obowiązkami rodzinnymi.

Analizując dochody mieszkańców Malca, Jan Rusek nie zapomniał też o handlu produktami rolnymi: Produkty rolne jak zboże i okopowizną zużywa się w przeważnej części w domu, bądź też na miejscu sprzedaje się, niewielką jedynie część w stanie surowym zbywa się w pobliskiem miasteczku. Natomiast dwór, który prowadzi gospodarkę hodowlano – przemysłowo – rybną pewną część ziemniaków i zboża przetwarza we własnej gorzelni na spirytus i sprzedaje go w najbliższych centrach przemysłowych. Podobnie dość duże zyski na obecne czasy daje mu gospodarka rybna. Pozostałe wyroby jak masło, sery, a także drób, świnie, krowy wywozi się indywidualnie do Kęt i Oświęcimia, sprzedaje się je tamtejszym miejscowym kupcom. W Kętach i w Oświęcimiu najczęściej też mieszkańcy zaopatrują się we wszystkie potrzebne artykuły, jak i w narzędzia rolnicze. Jedynie sklepik miejscowy nie cieszy się wielkim powodzeniem. Odwiedzany najwięcej wtedy gdy zabraknie czegoś w domu podczas tygodnia, a do miasta nie ma czasu pójść. Pewnie dlatego, że miejscowy. Zwierzętami handluje się przeważnie na targach w pobliskich miasteczkach, albo za pośrednictwem handlarzy: Z pobliskich miast, do których wywozi się na sprzedaż świnie, lub prowadzi się krowy wymienie takie jak: Kęty, Andrychów, Oświęcim, a nawet o kilkanaście odległa Biała i Zator. Handlu domokrążnego prawie nie spotyka się. Od czasu do czasu zawita do wsi handlarz świń lub cieląt, gospodarz chętnie pokazuje mu te sztuki, które w niedługim czasie ma wywieść na targ, ale nie po to, aby mu je sprzedać, ale by z nim się trochę potargować, dalej zorjentować się w cenie by na targu nie dać się oszukać.

Osobne miejsce w handlu mają też Żydzi, którzy w handlu odgrywają dość poważną rolę, ale to tylko na targach w miasteczkach. Na wieś nie pokazują się zupełnie. Na targu są w większości odbiorcami, zboża, masła, jaj i drobiu. Wieś do czasu wielkiej wojny miała dwie rodziny żydowskie, z których jedna trudni się drobną sprzedażą artykułów spożywczych i kolonjalnych, a druga sprzedażą wyrobów tytoniowych, wyszynkiem spirytualji, oraz tuczeniem drobiu, który później sprzedawała w Oświęcimiu. Rodziny te podczas wojny zubożały i wywędrowały do miasta. Obecnie wieś obchodzi się zupełnie dobrze bez tego pośrednictwa, sprzedając drób w mieście.

Optymizm mieszkańców Malca z całą pewnością osłabia nieco brak środków finansowych na produkcję rolną i zaspokajanie własnych potrzeb: Źródła oszczędnościowe, a zarazem kredytowe możnaby podzielić na dwie kategorie; a/ własny kredyt chłopski, b/ kasa współdzielcza w Osieku k/ Oświęcimia i komunalna kasa oszczędnościowa w Kętach. Niema danych o stanie oszczędności i zadłużenia wsi w tych dwóch instytucjach oszczędnościowych i kredytowych, ale z rozmów jakie przeprowadziłem z miejscowymi gospodarzami mogę wywnioskować, że zadłużenie wsi jest dość duże a oszczędności prawie niema. Mimo tak ogromnych trudności mieszkańcy Malca: Na duchu nie upadają. Brak wśród nich zdecydowanych malkontentów życiowych. Pamiętają gorsze czasy podczas niedawno minionej wojny światowej, pocieszają się, że taka bieda jest nie tylko u nas ale i w innych krajach „a skąd przyszła, tam i pójdzie” .

Stosunki zarobkowe na miejscu są słabe

Przeludnienie, brak ziemi brak racy na miejscu, zanik emigracji zarobkowej, były przyczyną biedy we wsi. Jeśli są we wsi zarobki, to zdarzają się jedynie w pewnych porach roku, a mianowicie w czasie robót polnych i w stodole. Z zatem znajdują pracę robotnicy rolni, tak chłopcy jak i dziewczęta, przy robotach wiosennych, podczas żniw, jesiennych przy młocce w stodole, i ta ostatnia kończy się mniej więcej w okresie Bożego Narodzenia. Bardzo często ludzie pracują na tak zwany „odrobek”. Bardzo szeroko jest rozpowszechniony sposób wzajemnego pomagania sobie w pracy t. zw. odrobki, omłocki it.p. Ludność sama niechętnie pracuje, lubi pracować w gromadzie. Zaznacza się to wyraźnie przy sadzeniu ziemniaków i wszelkich jarzyn, okopywaniu i kopaniu ziemniaków, uważa, że taka robota wykonywana przez jedną czy też dwie osoby nie idzie prędko natomiast praca w gromadzie idzie żywiej, „ubywa jej”, a czas szybko przy niejschodzi. „Robota idzie raśno, żwawo. Nawet się człek nie oglądnie, jak jest się z nią fertik” .

Jeśli jednak dochodzi do pracy najemnej, to płace mężczyzn i kobiet za robociznę są jednakowe, jedynie przy koszeniu mężczyźni zarabiają więcej najczęściej o 1 zł. na dzień, aniżeli kobieta. Przeciętne płace mężczyzn i kobiet we wsi wraz z całodzinnem, niezłem utrzymaniem wahają się od 2 zł do 2,5 zł – a jedynie mężczyźni zarabiają w czasie kośby od 3 – 4 złotych dziennie. Gospodarze nie mający konia, zmuszeni są wynajmować do robót polnych tych gospodarzy, którzy są posiadaczami koni. Orka, bronowanie, wywóz gnoju na odleglejsze pola odbywa się para koni. Za jeden dzień roboczy koniami zależnie od pory roku opłaca się od 15 – 25 zł., 20 kg owsa do domu dla koni, całodzienne utrzymanie dla dwóch robotników i koni. Jedzenie dla robotników jak również pasza dla koni, musi być dobra i pożywna.

We wsi pracować muszą również dzieci. Najpopularniejsza jest praca pasterza. Pasterzem może być chłopiec lub dziewczynka od 8 – 14 lat. Pasanie krów i oddanie na taka służbę nie jest „ujmą” w rodzinie.(…) Skoro chłopiec lub dziewczynka zacznie paść bydło, to jest to dla niego pewnem awansem w jego hierarchji społeczności dziecięcej, podrastając przekazuje tę funkcję na rzecz młodszego rodzeństwa, a ono awansuje wyżej posuwając się do grupy wyrostków wiejskich i używane już zostaje do robót w polu i stodole. Wynagrodzenie takiego pasterza waha się od 60 – 180 zł rocznie. Prócz tego pasterz ma gdzie spać i ma co jeść. Kosztowniejsi, ale wyżej stojący w hierarchii są służąca i parobek. Poszukiwani są jedynie przez gospodarzy kilkunasto morgowych, (…) Służąca robi wszystkie prace w domu i w polu, jakie wykonuwują w tym wieku dziewczęta na wsi, a parobek dogląda koni, zaś w wolnych chwilach gdy konie stoją w spoczynku pomaga gospodarzowi w polu czy też w stodole. Całoroczne wynagrodzenie każdego z osobna z utrzymaniem i mieszkaniem wynosi od 250 – 550 zl. Pyzatym jeśli sprawują się dobrze, to gospodyni z okazji jakiejś uroczystości domowej, lub dobrej sprzedaży dobytku obdarowuje t. zw. trynglem w postaci chustki na głowę, materjał na fartuch dla dziewczyny, kapelusz lub koszulę dla parobka, a od czasu do czasu daje im po kilka złotych na drobne, bieżące wydatki

Niektórzy decydowali się na pracę w okolicznych fabrykach, najczęściej jako robotnicy wykwalifikowani, za 4-7 zl na dzień. Spora grupa szukała szczęścia, wyjeżdżając na roboty polne do Niemiec, na „Saksy” i do Danji.

Niektórym się udało. Jan Rusek podaje sporo przykładów losów emigrantów zarobkowych, takich jak M. … wyjeżdża do Kanady, zostawiając we wsi żonę i troje dzieci, które chwilowo zarabiają pracą najemną na utrzymanie. Pracując we wsi jako wyrobnik u jednego z bogatszych gospodarzy, otrzymał w Kanadzie również podobną pracę. Zarabia dziennie 2-3 dolarów i dostaje do tego utrzymanie. Przez przeciąg 6 – cioletniego pobytu w Kanadzie przesłał rodzinie około 3000 zł., które żona pożyczyła sąsiadom. Pisze do rodziny raz na miesiąc. A majac 3 córki, chciałby je wydać zamąż, zarabiając dla nich na posag. Pozostanie jeszcze przez jakiś czas w Kanadzie dopóki będzie miał pracę, a zaoszczędziwszy trochę pieniędzy wróciłby do kraju i chciałby sobie kupić własny domek a do tego kawałek ziemi.

Drzwi z chlewa otwierają się wprost do sieni

Zabudowania gospodarskie, gospodarza małorolnego składają się z domu i stodoły. Dom całkowicie przedzielony jest wpoprzek sienią. Jedna jego część służy za mieszkanie, a druga przedzielona poprzecznie w stosunku do całego domu, przeznaczona jest na chlewy dla krów i komorę. Uważam, że jest to najkardynalniejszy błąd budowy takich mieszkań. Drzwi z chlewa otwierają się wprost do sieni. Jan Rusek doceniał wagę przebywania w higienicznych warunkach: Takie urządzenie domów nie pozwala nawet przy najlepszych chęciach na utrzymanie najelementaniejszych zasad higjeny. Dobrze jest jeszcze, jeśli chlew ma drugie drzwi, przez które wyrzuca się nawóz, co pewien czas, bo w przeciwnym razie gnój wyrzucany przez sień w znacznym stopniu przyczynia się do nieczystości i niechlujstwa mieszkań. (…)Dalszą wielką wadą mieszkań i urządzeń gospodarskich, umożliwiających utrzymanie czystości jest brak podłóg. Jeśli spotyka się je to tylko w izbach, a już do unikatu należy, aby cała kuchnia była wyłożona deskami. Winę tego stanu widzę u gospodyń, które często bronią się przed wyłożeniem całej kuchni podłogą z desek, by nie przysparzać sobie roboty.

Całe szczęście, że ten typ budownictwa dotyczył jedynie domów już wybudowanych, przeważnie drewnianych. Nowe budynki budowane są już z materjału trwalszego jak cegły, szlaki lub pustaków cementowych, chociaż ten ostatni materjał nie jest jeszcze rozpowszechniony, i stosowany jedynie w pojedynczych wypadkach. Podobnie jest z pokryciem dachów. Przeważa dachówka cementowa, dawniej wypalana z gliny, rzadziej łupek lub blacha cynkowa. Wogóle dachówka i pokrycie ogniotrwałe wypiera z użycia słomę. Jeśli stary dom jest reperowany, a pokrycie dachów zmieniane, nie daje się już pokrycia łatwo palnego, a używa się więcej ognio- trwałego.

A tak Jan Rusek opisuje typowe zabudowania: Pod tym samym dachem najczęściej pobudowane są chlewki dla świń i obok przy każdym domu mieści się ustęp. Ostatnie spisy wykazały, że tylko przy jednym domu we wsi nie było tej ubikacji. Opodal o kilkanaście metrów od domu pobudowana jest zazwyczaj stodoła z gumnem przez środek i dwoma „sąsiekami” po obydwu stronach gumna. Do stodoły dobudowana jest szopa, a czasem wozownia. U zamożniejszego gospodarza wozownia postawiona jest osobno. Jest to budynek bez ścian, pobudowany na słupach, nakryty dachem, a służący na schowek dla narzędzi rolniczych.

Największym problemem jest jednak dostęp do wody: Niezmiernie przykrą do omówienia pozostaje sprawa studzien. Stan ich odzwierciedla we wsi niezmiernie niski stopień rozwoju kultury. Do niedawna, bo jakieś 10 lat temu w całej wsi były jedynie 4 studnie. Obecnie we wsi jest 14 studzien, stanowiących własność zamożniejszych gospodarzy. (…)Większość ludności czerpie wodę z potoku przepływającego przez całą wieś. Woda jego to zbiornik najrozmaitszych zarazków i bakcyli, spływających podczas deszczu z pól, obór i ścieków. W tym samym potoku kobiety piorą bieliznę, pasterze poją bydło, paroby konie, w nim też żerują kaczki, kąpią się świnie it.d. Słowem sprawa zdrowej i dobrej wody, idzie w parze ze sprawą uprzednio omawianą, a mianowicie połączenia mieszkań z chlewami, a kto wie czy kwestja studzien nie jest bolączką większą, gdyż stał się bolączką całej wsi.