Malec

Monografia Jana Ruska - cz. 5

Rozmiar tekstu:

Zielona wstążka, biały pas, wychodzić na ślub, bo już czas

Śluby w Malcu były niezwykle barwne i złożone z wielu obrzędów. Oprócz pary młodej i rodziców dużą rolę odgrywali drużbowie i starostowie weselni.

W sam dzień ślubu młoda pani posyła dwie druśki po swego młodego, które przywożą go do pani młodej. Druśki najechawszy do pana młodego śpiewają taką piosenkę:

A ty młody panie , zabieraj się z nami,
Bo my są posłane od tej młodej pani,
Bo my poto przyszły, żeby cię wywiodły,
I do twej najmilszej Kasieński zawiodły.

A ty młody panie, wychodz że na pole,
Zostaw kawalerstwo w pokoju na stole,
W pokoju na stole, w pokoju na ławce
Z za wychowanie, podziękuj swej matce.

Z chwilą kiedy druśki przywiozą pana młodego do pani młodej śpiewają taką piosenkę:

Przyjechaliśmy tu ku waszemu domu,
Wyjdzże pani matko, albo kaście Kasi
Przyjechaliśmy tu ku waszemu progu,
Wesele robicie, podziękujcie Bogu.
Przyjechaliśmy tu ku waszej pogródce,
Wyjzdże pani matko, albo kaście córce.

Tę piosenkę śpiewają przed progiem pani młodej, a kiedy wchodzą już do mieszkania śpiewają zaś taką piosenkę:

Pochwalony Chrystus, niechaj będzie u was,
Jeszcześmy tu nie byli, dopiero pierwszy raz.
Kasieńko, Kasieńko otwieraj podwoje
Wiedziemy Jasieńka na twoje pokoje.

Przed wyruszeniem do kościoła główny swat, który zarazem starostą na weselu przemawia do młodych i składa im życzenia. Młodzi klękają przed rodzicami na kolana, którzy kropią ich święconą wodą i udzielają błogosławieństwa. Obrzęd ten połączony jest najczęściej z płaczem młodej i jej matki. Śpiewa się przy tej okazji piosenkę, której pierwsza zwrotka brzmi:

Mój wianuszku lawendowy, nie spadajże z mojej głowy.
Com cię własną rączką wiła, kiedym jeszcze panną była.
Teraz cię już wić nie będę, bo już dzisiaj zamąż idę.
Mój wianuszku lawendowy, stulałeś się z mojej głowy.
Stulałeś się do fartuszka, Jasieńkowi do serduszka.
Teraz cię już wić nie będę, bo już dzisiaj zamąż ide.

Gdy młodzi wyruszali do ślubu, otrzymywali na drogę kromkę chleba, która ma przynieść szczęście, i którą która jak jakiś talizman przechowują długo, zabierali sierść zwierząt domowych, aby bydło i trzoda chlewna chowała się dobrze, oraz cukier, którym bezpośrednio po wyjściu z kościoła częstują się w nadziei, że życie im słodko i miło popłynie.

Podobnie jak dzisiaj, w czasie mszy młodzi przechodzili za ołtarzem, by złożyć ofiarę. Pan młody dawał pani młodej pieniądze na znak, że w przyszłości będzie jej oddawał zarobione pieniądze. Jednak nie wszyscy chłopcy to czynią, chcąc się przez to zabezpieczyć w życiu przed skutkami tej wróżby . Co więcej, młody stara się nastąpić młodej na suknię, by mógł „ babą rządzić” , zaś młoda odwrotnie stara się nadeptać na palto swemu młodemu, aby chłopa miała pod pantoflem. Dlatego to dawniej dziewczęta, domagały się, aby chłopcy szli do ślubu w górnicach.

Gdy już młodzi wychodzą z kościoła druśki starają się o to, by ich młodzi jak najprędzej zobaczyli, bo którą pierwszą zobaczą, to ta z nich najpierw wyjdzie za mąż a drużbowie śpiewają młodej piosenkę:

Wychdźże Kasieńko, przed ten ołtarz święty,
Bo na ciebie czeka Pan Jezus rozpięty.
Nie daleko kościół, już tam dojeżdżamy,
Już ciebie Kasieńko, Jasiowi sprzedamy.
Jeszcze się dziś cieszy, twoja familija,
Że ci się na głowie wianeczek rozwija.

A w czasie powrotu z kościoła śpiewają:

Pamiętaj Kasieńko żebyś dochowała,
To coś przy ołtarzu dzisiaj ślubowała.
Obejrzyj się jeszcze na wysoki kościół
Bo tam twój wianuszek już nawieki został.
W tej wysokiej wierzy twój wianeczek leży,
Choć wysoko staniesz, to go nie dostaniesz.

Podczas zabawy weselnej, bardzo ważnym obrzędem były oczepiny symbolizujące pożegnanie ze stanem panieńskim. Przed oczepinami starostowie inscenizowali wykupywanie pani młodej: wyszukują u niej różne wady to, że kulawa, gruba, krzywa, brzydko chodzi, ręce nie do roboty, ani gęba nie do jedzenia i.t. d. Dużo przy tem śmiechu, żartów, dowcipów, radości i wesela. W końcu obiecują jakąś znikomą sumę, często nawet jakiś stary bezwartościowy pieniadz. Natomiast przedni drużba stara się młodego pana jak najdrożej sprzedać. Wyszukuje wszystkie jego zalety, podnosi je i wyolbrzymia w niewspółmierny sposób. Skoro już dojdzie do możliwej zgody, starościna daje mu pięć do dziesięciu złotych, trochę kołaczy, wódki, piwa i po takiej zapłacie, odbierają pannę młodą.

Śpiewają przy tym piosenki:

Ej chmielu, ty bujne ziele, nie przez ciebie jest żadne wesele
Żebyś ty chmielu na tyki nie lazł,
To byś nie robił z panienek niewiast.
Ej chmielu, chmielu zielone liście,
Czemu Kasieńkę ocepiliście
Jak cię będą cepić, spojrzyj do komina,
Żeby ci dał Pan Bóg najpierwszego syna.
Jak cię będą cepić, spojrzyj na powały,
Żeby twoje dzieci, czarne oczka miały.
Jak cię będą cepić, spojrzyjże do nieba,
Żeby twoje dzieci nie pragnęły chleba

Kiedy młodą panią ocepić, to młody pan ucieka z wesela i kryje się gdzieś u sąsiadów. Druśki wychodzą na poszukiwania, a znalazłszy go, sprowadzają z muzyką do młodej, która wraz ze starościną siedzi ocepiona i nakryta prześcieradłem. Młody ma odgadnąć, która jest jego żona. Dużo przy tem śmiechu, ale zawsze znajdzie się jakaś kumoszka co podszepnie do ucha młodemu, by właściwą sobie wybrał. Podczas oczepin młoda siada na kołysce, by mieć zdrowe i dobre dzieci. Jest to znak, że chce być matką. Jeśli siądzie na dzieży, będzie dobrą gospodynią, a jak na stołek, przy którym najczęściej siada do dojenia krów, będzie się jej dobrze „ gowiedź” chowała.

Po oczepinach starościna przyśpiewuje panu młodemu:

Jużeś się ożenił, ale nie wiesz po co,
Byś Kasię szanował, tak jak szczere złoto.
Musisz ty Jasieńku, Kasieńkę szanować,
Musisz na niedzielę trzewiki pucować,
Bo jak panną była, pięknie się świeciły,
Pamiętaj Jasieńku żeby takie były,
Musisz se Jasieńku poklęczeć z godzinę,
A że cie Kasieńka, puści pod pierzynę.
A teraz Jasieńku, to też nie zubożysz,
Jak nam na wianeczek, tysiączek wyłożysz.

Po oczepinach młodej pani i ugoszczeniu gości, które to najczęściej odbywa się jeden do dwóch dni, na drugi dzień odbywają się przeprowadziny „ wywodziny” młodej do młodego pana na nowe gospodarstwo. Przeprowadzce na nowe gospodarstwo towarzyszyły bardzo ciekawe obyczaje: Kiedy przyjedzie do młodego, nie wchodzi przez drzwi frontowe, jak to czynią goście, ale przez drzwi do chlewa, które zamyka się aby od męża nie uciekła. Jeśli pierwsza żona umrze, a mąż wprowadza do domu drugą, to tę już wciska się przez okno, prowadzące do chlewa, z wiarą, że dłużej z nią pożyje.

Jeśli gospodarz…

Jan Rusek w swojej pracy przytacza szereg wierzeń i wróżb związanych z życiem i śmiercią człowieka, jak też mających zapewnić powodzenie w życiu:

ŚMIERĆ I POGRZEB
W obiad wigilijny Bożego Narodzenia, zapala się tyle świec, ile osób zasiada do stołu. Każda osoba obiera sobie świecę, a jeśli któraż rozleje się lub wcześniej zgaśnie, to ten z członków rodziny prędzej umrze.
W chwili zgonu gospodarza lub gospodyni, domownicy idą zaraz wszystko budzić. Budzą krowy, świnie, drób, zbiory w stodole, w piwnicy, plony w polu (…)podchodzą do wszystkiego, co jest w gospodarstwie, dotykają i budzą. Jeśli tego nie zrobią, to w gospodarstwie może nastąpić jakieś nieszczęście.
Kiedy dzwonią umarłemu i dzwony przestają bić chwilowo, a potem jeszcze któryś odezwie się raz lub dwa, oznacza to, że ktoś z domu w niedługim czasie umrze. Wynosząc umarłego z domu, uderzają trzy razy trumną o każdy próg domu, przez który przechodzą, aby umarły nie straszył domowników.

SZCZĘŚCIE I POMYŚLNOŚĆ
Jeśli gospodarz kupi świnię na targu przywozi ją do domu i wprowadza tyłem do chlewa, aby mu się chowała dobrze.
Kupując, rzuca pieniadze obok tego zwierzęcia, a jeśli pieniadze spadną w kupie, kupno będzie szczęśliwe, jeśli zaś rozlecą się po ziemi, to „ gowiednik nie uchowa się”.
Wioząc zaś na targ, gospodarz bacznie baczy, by nie zabrał słomy z chlewa, nawet na nogach zwierzęcia, bo wtedy szczęście z domu wywiezie.
Jeżeli ktoś z domowników zamiata izbę, to podbiega do wozu i rzuca za nim śmiecie, aby kupcy biegali za wozem i za świnie dobrze zapłacili.
Zamiatając izbę wieczorem, zostawia się śmiecie w izbie, bo jeśliby się je wtedy wyniosło, uciekłoby i szczęście z domu.
Kiedy sprzedaje się ciele, gospodyni wyrywa mu trochę sierści rzuca na żłób matki cielęcia, aby nie ryczała po niem.
Sprzedając mleko do drugiej wsi, albo wynosząc je zagranicę, gospodyni soli je, by jej się nie popsuło i „ żeby …. nie wlazła do mleka i gorków”.
Podczas pożaru chcąc bydło uprowadzić z chlewa, wyrzuca się najpierw kilka garści nawozu, a wtedy bydło łatwiej wychodzi.
Jeśli piorun uderzy w zabudowania, powstanie pożar, to ogień ugasi kobieta, która ze swej piersi nastrzyka kilka kropel pokarmu na szmatkę i rzuci ją do płonących zabudowań.

POGODA
Jeśli chmury na niebie ułożą się przed zachodem słońca w postaci ryb z paszczami zwroconemi z stronę północną, albo jak z rzędu przez szereg dni układają się w długie, (…) to znamionuje wróżenie deszczu.
Jeśli kury wcześnie pójdą spać, jaskółki wysoko latają, chmury ciągną się w stronę gór, gdy ułożą się w postaci ryb z paszczękami zwroconemi na góry, gdy dym unosi się prosto z komina, jeśli wyraźnie i głośno słychać gwizd lokomotywy, jeśli góry są zamglone lekko, wszystkie te objawy wróżą niechybnie krótszą lub dłuższą pogodę.
Dnie od Bożego Narodzenia do Trzech Króli, oznaczają stan pogody w poszczególnych miesiącach następnego roku, podobne znaczenie mają dnie od św. Łucji do Bożego Narodzenia.
Jeśli wiosną żaby składają ikrę na środku stawu, będzie całe lato pogodne, przy brzegu – zmienne, a jeśli wyciągają na brzeg, należy spodziewać się mokrego lata.
Wczesny odlot dzikich gęsi i bocianów do ciepłych krajów, wróży prędką zimę.
Jeśli biała koniczyna zakwitnie na dwa tygodnie przed św. Jenem, należy wcześnie siać oziminę. Jeżeli jesienią liście żółkną na buku od góry – będzie wczesna zima, a jeśli od środka – przyjdzie normalnie, natomiast od dołu – należy jeszcze oczekiwać długiej jesieni.

Darujemy wieniec, darujemy wstążki

Ważnym wydarzeniem w życiu wsi były dożynki. Jan Rusek opisuje zwyczaje dożynkowe, które odbywały się przy dworze. Uroczystość odbywała się w soboty bądź w niedziele.

Po oznaczonej godzinie zbiera się cała służba dworska i ci wszyscy, którzy na pańskiem wyrabiają. Ustawia się pochód. Najpierw muzyka wiejska, potem trzy żniwiarki z wieńcem, kosiarze, chłopcy i dziewczęta, pracujący u pana. Ustawiwszy się w ten sposób przy dźwiękach wiejskiej kapeli, grającej jakąś pieśń nabożną, ruszają do zamku pana. Przed zamkiem oczekuje ich pan dziedzic z rodziną i zaproszonymi gośćmi. Ustawiają się przed gankiem i śpiewają piosenki własnej kompozycji na część pana dziedzica, jego rodziny i gości.

Autor podaje przykład takiej pieśni śpiewanej prze „przednie” dziewczęta:

Już teraz wraz wszyscy, stańmy tu wokoło,
I każdy ze serca, niech śpiewa wesoło.
W pańskim ogródeczku, zakwitła leluja
Niech będzie pochwalony Jezus i Maryja,
Nasz panie dziedzicu chciej nam to darować
Że śmiałość my mamy w progi przystępować.

U naszego pana malowana brama,
My idziemy z wieńcem otwiera się sama.
W pańskim ogródecku pasą się jelenie,
A pan nasz dziedzicek w daleki kraj słynie.
Kole tego zamku malowana tyczka
Droga nasz pani piękna jak różyczka.
W pańskim ogródecku pasą się zające,
A kochana pani ma oczy śmiejące,
A pani dziedziczka stoi w rogu stała,
Ma suknie jedwabne na niej złote koła.
A ta nasza pani w jedwabnej sukience,
Tak jej to pasuje jak jasnej panience.
A ta nasza pani jakby malinecka,
Nie mówie nikomu marnego słóweczka.
Nie powie nikomu, ani nie pokrzyczy
Kochają ją zato w całym dworze wszyscy.
A nasz pan zarządca w szkołach wyćwiczony,
Nic mu nie potrzeba tylko ładnej żony.
Nad pańskim ogrodem świeci także miesiąc,
A za panem rządcą chodzi panien tysiąc.
Pani kuchareczka po kuchni się zwija,
A pani pyta się, czego się uwija.
Ona się uwija wymywa szklaneczki,
Bo bedom z nich piły pańskie żniwiareczki.
W pańskim ogródeccku rośnie jarząbecek,
Jeści pokojówka, niby ten kwiateczek.
Ci nasi fornale ładne konie mają,
Bo zawsze w czas rano dobrze odbywają.
A naszem kosiarzom prosimy dać piwa,
Bo nawywijali się kosami we żniwa.
Naszem żniwiareczkom prosimy dać wódki,
Bo pośdzierały se we żniwa półbutki.
A zaś naszym gościom nie wiemy co śpiewać,
Bo nie znamy ich dobrze mogliby się gniewać.
W pańskim ogródecku rośnie kokocyniec
Prosimy niech państwo przyjmą od nas wieniec.
Darujemy wieniec, darujemy wstążki,
Nasz panie dziedzicu wyłużcie pieniążki.
Wszystkieśmy wesołe, wieniec oddałyśmy,
Z państwem na dziedzińcu zatańczyłybyśmy.

Wieniec zrobiony był ze wszystkich rodzajów uprawianych, przybrany w kwiaty i wstążki. W środku umieszczano kilka czerwonych jabłek.

Pan dziedzic daje żniwiarkom około 50 zł za wieniec. Te dzielą się datkiem z kosiarzami. Później gości ich chlebem, kiełbasą, kawą, piwem i wódką. Całe przyjęcie odbywa się na dziedzińcu pana. Po sutym posiłku rozpoczyna się zabawa taneczna, która przeciąga zazwyczaj do białego rana. Żniwiarki starają się wytańczyć dziedzica, jego gości, rządcę it d. Następny dzień, jeśli jest to dzień powszedni najczęściej jest wolny od zajęć dworskich.

Wieś zasadniczo nie lubi się leczyć u lekarzy

W przypadku choroby mieszkańcy Malca raczej nie chodzili do lekarza. Powszechnie sądzono, że lekarz i tak nie pomoże, a chorobę może odebrać tylko Pan Bóg, skoro ją zesłał. Leczyli, przeważnie metodami „naturalnymi” mieszkańcy wsi, mający ku temu predyspozycje:

Wielkim zaufaniem cieszy się w sąsiedniej wsi gospodarz nazwiskiem Klęczar. Wyrobił sobie opinię na cała bliższą i dalszą okolicę. Leczył przeważnie zabiegami naturalnemi, t. j. przy pomocy najrozmaitszych ziół. Zazwyczaj leczył skutecznie. (…) W dużym stopniu ludność stosuje t. zw. babskie leki a nawet znachorstwa, zażegnania:

W imię Ojca i Syna i Ducha świętego. Amen.
Najświętsza Panienko – św. Zofja trzy córeczki miała,
Jedna przędła, druga motała, a ta trzecia krosna zwijała,
Piąta godzina była, kiedy Marysi glisty zażegnałam,
By jej wnętrza nie toczyły, jadła, picia, nie brzydziły,
Wątroby nie siekły.
Żegnam was nie swą mocą, ale boską Mocą,
Najświętszej Panienki i św. Zofji pomocą.

Odmawiając te modlitwy, najczęściej staruszka trzyma w ręku kłosy żyta, robi niemi trzykrotnie nad dzieckiem zbak krzyża świętego, potem kłosy oddaje matce do domu, matka palije, a popiół rozpuszczony w mleku podaje dziecku do picia.

Zażegnywano również przy pomocy noża (łuszczka), sierpem (żaba na języku, ślinienie dziecka). Zażegnywano również takie choroby jak kołtun, kurdziel i gościec: bierze się wtedy trzy razy wodę pod prąd rzeki. Po zażegnaniu podaje się choremu do picia i obmycia się, a po dokonaniu tych zabiegów, wylewa się ją na to samo miejsce, skąd się ją czerpało. Jeśli osoba, pragnąca się zażegnać, mieszka daleko, wystarczy przynieść jej część bielizny lub ubranka i te zażegnać.

Osobną kategorią były uroki: jeśli ktoś urzeknie zwierzę, bierze się wodę do Skopca też pod prąd rzeki, pali się trzy … z miotły, rozpuszcza się w tej wodzie i podaje się temu zwierzęciu, a resztę wylewa na dach ponad głowę.

Prócz tego mieszkańcy dysponowali całym arsenałem recept na różne dolegliwości:

Kaszel – cebula smażona na maśle z dodatkiem wody gotowanej, troszkę spirytusu i cukru, albo ślaz lub kwiat lipowy, gotowany na słodkim mleku.
Wrzody – miazga lipowa, smażona słodkiej śmietanie z dodatkiem cukru, miodu. Żywica sosnowa z miodem, smażona na maśle.
Powiększenie gruchołów szyjnych / zawalnica/ - okład z gorących ziemniaków okraszonych masłem.
Oparzenie – słodka śmietana, a potem zasypywanie suszonemi liściami poziomek. Ból zębów – krople inoziemcowe / espoler/
Zapalenie płuc – na pierś gorący kompres z soli kuchennej rozpuszczonej w wodzie. Opuchnięcie ciała – okład z serwatki lub kwaśnego mleka
Brodawki na rękach lub nogach – omieść ręce lub nogi „ pomietkiem” od chleba, a potem spalić pomietko w piecu.
Apetyt, bóle żołądka – piołun, centurja.
Rany, krwotoki – krewnik, pajęczyna
Skaleczenie ciała – nastrzykanie mleka na ranę z piersi kobiety
Sen – mak gotowany na mleku
Uniwersalnym środkiem prawie na wszystkie choroby wewnętrzne jest mięta i rumianek, gotowany na mleku.
Tępienie wszów – ocet, nafta, kąpiel w roztworze solnym.