Malec

Monografia Jana Ruska - cz. 6

Rozmiar tekstu:

Poważniejszą troską gminy jest szkoła

Jak podaje autor monografii, przed 1888 r., w którym to Rada Gminna podjęła decyzję o budowie szkoły, nauczania ograniczało się jedynie do nauki czytania, którą prowadzili miejscowi gospodarze Pałeczko i Jasiński. Lekcje odbywały się tylko w zimie. Najpierw uczono sylabizowania na specjalnym elementarzu abecadłowym, a potem książeczce do modlenia. Za naukę opłacano 2 zł. reńskie za jedną zimę, a dziecko idąc na naukę, brało z sobą dla swego nauczyciela mleko, kartofle, mąkę.

Inicjatywę budowy szkoły, na wspomnianym posiedzeniu, poparł proboszcz Wirmański(…)ofiarował 72 zł. reńskie.. na jej budowę pod warunkiem, że gmina w ciągu 3 lat przystąpi do budowy szkoły, zastrzegając sobie i swoim następcom prawo zbierania się młodzieży na naukę katechizmu, odmawianie różańca i śpiewania pieśni nabożnych.

Wieś nie przystąpiła jednak do budowy szkoły i dopiero na zebraniu Rady Gminnej 22 września 1889 r. F. K. ofiarował pod szkołę na zawsze dom mieszkalny w Malcu, oznaczony Nr. 101 wraz z placem i ogrodzeniem, zaś ks. Zadęcki zrzekł się na rzecz nauczyciela, przypadającego mu ze wsi Malca „ mosznego” w sumie 50 reńskich rocznie.

Pierwszym nauczycielem był Bittner z Wilamowic. Zarabiał rocznie 80 zł reńskich i 20 zl na opał, a do tego jeszcze otrzymał mieszkanie w naturze.

Od tego czasu Rada Gminy stara się o zatwierdzenie szkoły i przejęcie jej przez organa rządowe, oraz zabiega o budowę nowego budynku pod szkołę . Budynku nie wybudowano, ale zakupiono od Haempela budynek dotychczasowej karczmy i adaptowano go na potrzeby szkolne. 2 IX. 1893 r. odbyło się uroczyste poświęcenie lokalu szkolnego, na które przyjechał z Białej inspektor Krawczyk. Pierwszym nauczycielem opłacanym przez rząd był Kaleta, przeniesiony później do szkoły w Brzeszczach.

Przez kilkanaście lat gmina niewiele interesowała się szkołą. Budynek wymagał remontów. W końcu rada szkolna Powiatowa zmusza gminę do budowy szkoły, projektując budynek 8 – klasowy z mieszkaniem dla kierownika i dwóch nauczycieli. Od 1925 r. między gminą a R. Sz. P. zaczyna się stała wymiana zdań. Rada w dalszym ciągu naciska do budowy lokalu szkolnego, gmina zaś zwleka i broni się wszelkiemi środkami, tłumacząc się ubóstwem, biedą i nędzą mieszkańców . Ale to jeszcze nie koniec perypetii związanych ze szkołą: w 1929 r. zapada uchwała na posiedzeniu rady gminnej opodatkowanie się na rzecz szkoły po 10 zł. od morgu i kupno kamienicy od K. Haempela za 10000 zł. i niezwłocznego przystąpienia do kontraktu.

W 1931 r. anuluje się poprzednią uchwałę, natomiast uchwala się po 2 zł z morgu z rozłożeniem spłat na miesiąc maj i wrzesień tegoż roku, zaś bezrolni obowiązani byliby odrobić przy budowie szkoły, licząc im jeden dzień pracy po 2 złote.

Jan Rusek tak podsumowuje historię powstawania szkoły:
W 1929 r. zapada uchwała na posiedzeniu rady gminnej opodatkowanie się na rzecz szkoły po 10 zł. od morgu i kupno kamienicy od K. Haempela za 10000 zł. i niezwłocznego przystąpienia do kontraktu.
W 1931 r. anuluje się poprzednią uchwałę, natomiast uchwala się po 2 zł z morgu z rozłożeniem spłat na miesiąc maj i wrzesień tegoż roku, zaś bezrolni obowiązani byliby odrobić przy budowie szkoły, licząc im jeden dzień pracy po 2 złote. Ostatnio na forum rady weszła sprawa dodatku mieszkaniowego, wywołując chwilowo dysonans między szkołą a gminą, broniącą się przed wszelkiemi, nowemi obciążeniami.

Frekwencja dzieci w porze pasania bydła bardzo słaba

W porze prac polowych dzieci rzadko uczęszczały do szkoły, gdyż musiały pracować w polu i pełnić rolę pasterzy, gdyż rodziców nie stać było na pracowników najemnych. Odbijało się to niekorzystnie na poziomie edukacji młodego pokolenia. Frekwencja jednak, jak zauważa Jan Rusek, poprawiła się znacznie, ponieważ szkoła rok rocznie w porze pasania bydła organizuje naukę tak, by dzieci oddziałów starszych mogły ją pobierać w porze południowej, t.j od godziny 11 do 4 p. p., mianowicie w tej porze, kiedy bydło odpoczywa w oborze.

PO ukończeniu szkoły powszechnej rodzice oddawali swoje dzieci >b>do terminu na naukę rzemiosła, uczą je na krawców, szewców, piekarzy, malarzy, kuśnierzy, ślusarzy. Dzieci zamożniejszych gospodarzy zostawały na roli. Dziewczęta biedniejsze idą do miasta na służbę, zamożniejsze pozostają w domu lub uczą się szycia.

Szkoła w Malcu była jednoklasowa, czyli o najniższym stopniu organizacyjnym. Dopiero z końcem 1931 roku podwyższono stopień organizacyjny z jednoklasówki na dwuklasówkę . W szkole pracowały, jak to określa autor monografii, „dwie siły”, z których Aniela Sablikówna była kierownikiem szkoły, a wspomagała ją nauczycielka pani Foryś. W szkole prowadzono zajęcia w klasach łączonych, w których dzieci w różnym wieku i stopniu zaawansowania uczyły się wspólnie.

Nauka odbywa się w nie najlepszych warunkach lokalowych, gdyż sale są ciemne, niskie, ciemne, ściany wilgotne straszliwie, pokryte grzybem, powoduje to, że nauczycielstwo po paru latach pracy w takich warunkach zapada na zdrowiu, ulegając reumatyzmowi, bólom gardła, zawrotom głowy.

Szkoła stara się być postępowa i wyzwoliła się już dawno z metody paznokciowo – sylabizowej . Starano się wykorzystywać nowoczesne, jak na owe czasy, metody nauczania. Pomimo oporu starszych, szkoła powoli i stopniowo realizuje nowe myśli pedagogiczne, prowadząc naukę w młodszych oddziałach według poglądów Deoroly’ego, dostosowawczy je do miejscowych warunków pracy . Do procesu edukacji włączono rodziców: Celem ujednostajnienia i spotęgowania pracy wychowawczej na terenie wsi, powołano przed paru laty komitet rodzicielski. Rodzice chętnie garneli się do wspólnej pracy nad urabianiem dusz, swych małych pociech . W szkole zaczęto organizować spotkania i pogadanki, odczyty i wystawy prac szkolnych. Zapał rodziców jednak trwał dopóki zebrani rodzice nie uchwalili składek na rzecz szkoły. Składki minimalne 20 gr. miesięcznie. Niejeden z rodziców chciałby przyjść do szkoły, by coś dowiedzieć się o swoim dziecku, ale wstydzi się, bo nie opłacił 20 groszowych składek. Stroni często od szkoły, a tem samem i od nauczyciela.

Nauczyciele jednak, świadomi wagi wychowania często bywali w domu dziecka, aby poznać warunki życia swoich uczniów. Rodzice, nawet nie płacący składek przychodzą do szkoły, by usprawiedliwić nieobecność dziecka, dowiedzieć się o jego zachowaniu i postępach w szkole, co zrobić z niem po skończeniu szkoły, a w razie jakiejś choroby w domu, nawet po lekarstwo. W szkole sami sprzątają, myją podłogi, gdyż samorząd gminny nie opłaca woźnego.

Ciężkie było życie ucznia w owych czasach: Wyniki pracy poza czytaniem są dobre. Dzieci wogóle mało czytają i nieprzyzwyczajają się do czytania książek, jak również nie nabierają pędu do dalszego samokształcenia się książkowego. W dzień nie mają czasu, wieczorem zaś nie pozwala na to słabe oświetlenie izby, krzyki, hałasy i rozmowy reszty członków rodziny. Przytem dziecko nie ma własnego kącika, gdzieby mogło schować swoje przybory szkolne, lub odrabiać bez przeszkody lekcje zadane w szkole. Ogólny wygląd fizyczny dzieci jest niebardzo pocieszający. Dzieci są fizycznie słabo rozwinięte, źle odżywione i anemiczne. Zdarza się rzadko, ażeby które przyniosło z sobą drugie śniadanie, a spotyka się, że dzieci przychodzą do szkoły bez śniadania.

Osobnym problemem był budżet szkoły, który, jak podaje autor: ten ogranicza się jedynie do zaspokojenia najbardziej materjalnych potrzeb szkoły, pomijają zupełnie opiekę szkolną dziecka, jak odżywianie, odzież, zapomina o takich potrzebach, jak pomoce naukowe, pisemka dla dzieci, bibljoteka szkolna, zapomogi dla organizacyj wiejskich, kursy, oświata dla dorosłych. (…)Począwszy od 1929/30 r. wydatki na oświatę gwałtownie kurczą się i zjawiska tego nie można usprawiedliwiać nawet obecnym kryzysem wsi. Jeśli zaznaczymy, że w 1929/30 r. szkoła była szkołą jednoklasówką i wydatkowała 1282 zł., a w następnym roku przy wyższym stopniu organizacyjnym wydatkowała już tylko 721 zł. 70 gr., to już jest krzywdzącą niesprawiedliwością, a przyczyna tego stanu prawdopodobnie gdzieś głębiej leży. Należałoby jaknajprędzej tę lukę wyrównać, i przynajmniej, aby urząd gminy preliminowane sumy w budżecie szkolnym wypłacał. Wydatki te pokrywały tylko tzw. utrzymanie rzeczowe. Uposażenie nauczycieli było pokrywane przez państwo. Jan Rusek skrupulatnie odnotowuje, że wysokość podatków wpłacanych przez całą ludność Malca w 1931 r. osiągnęła kwotę 2332 zł. 32 gr, a wypłacane przez „kasę” państwową środki na płace nauczycieli wyniosły 4868 zł 46 gr. Problemy finansowe, jak widać, zawsze towarzyszyły szkołom.

Wieś marzy o budowie własnego kościoła.

W Malcu nie było kościoła. Wieś należy do kościoła w Osieku. Marzy o budowie własnego kościoła. Ludność uczęszcza do dwóch kościołów. Starsi wierni więcej własnej parafji, chodzą przeważnie do Osieka, a młodzi zaś do klasztoru w Kętach.

Za to we wsi stała kapliczka z cegły. Wnętrze kapliczki może pomieścić kilkanaście osób. W niej mieści się ołtarz drewniany i obraz Matki Boskiej Gromnicznej, malowany na desce, nieznanego pędzla . Nie wiadomo, kto zbudował kapliczkę. Odbywały się w niej nabożeństwa dwa razy do roku. Opowiadają, że dawnemi czasy przez Malec przechodziły pielgrzymki górali na odpust do Bielan. Odpoczywali na tem miejscu, na którem obecnie wznosi się kapliczka.

W kapliczce znajdował się dzwon ufundowany przez zwierzchność gminną w roku 1881. Napis na nim brzmi następująco: Za bytności wójta Jana Tlałki i zwierzchności gminnej fundowała gmina Malec w roku 1881”. Mieści się w drewnianej dzwonnicy, krytej gontem.

(…) Podczas wojny światowej władze austryjackie chciały go zabrać. W przeddzień rekwizycji zdjęto go i schowano w szkolnej drewutni, a zawieszono dopiero w dniu odzyskania niepodległości. Ludność czci go jako coś świętego. Jego doniosły i dźwięczny głos rozlega się na całą wieś stale trzy razy dziennie, t. j. na Anioł Pański rano, południe i wieczór. Głos jego zwołuje ludność na nabożeństwo do kapliczki. Jeśli ktoś umrze też mu dzwoni, oznajmia trwogę w chwili pożaru, lub jakiegoś innego, żywiołowego nieszczęścia. Widzimy z tego, że we wszystkich ważniejszych wydarzeniach życia zbiorowego wsi, dzwon zawsze bierze udział

Jak przedstawiają się stosunki organizacyjno – oświatowe wśród młodzieży i dorosłych

KÓŁKO ROLNICZE

Najdawniejszą organizacją na terenie wsi było kółko rolnicze, założone około 1905 r. W tym czasie we wsi i okolicy istniał dość silny prąd wyzwolenia się z pod hegemonji kupiectwa żydowskiego, a organizowania chrześcijańskiego handlu . Inicjatorami powstania kółka byli Jan i Franciszek Łukasik, oraz Wojciech Petkowski. Założono zaraz sklep, a początkowo prowadził je na własne ryzyko jeden z członków koła . Sklep jednak prowadzono nie najlepiej i wkrótce przyniósł deficyt: przechodził z rąk do rąk tak, że potem wbrew swojemu pierwotnemu założeniu, przeszedł na 10 lat w ręce żydowskie.

W 1920 budynek, w którym mieściło się kółko rolnicze, przeszedł w prywatne ręce: sprzedaż lokalu załatwiono sposobem rodzinnym. Przy szklance piwa i dymie cygara. Były to akurat czasy dewaluacji. Pieniądze otrzymane w markach polskich, uległy kompletnej dewaluacji i w tej chwili trudno powiedzieć, co stało się z niemi. Nikt nie wie na jaki cel je zużyto.
Podobny los spotkał zakupione narzędzia rolnicze, jak siewnik i tryler, które nabyli zamożniejsi gospodarze.

Były jednak okresy, w których kółko działało prężnie: kiedy w Malcu był nauczycielem p. Osadziński. Brał czynny i żywy udział w pracy kółka, a w poczynaniach gminy w szczególności. Czasy te przypadają na ostatnie lata przed wojną światową . Kółko w tych czasach zajmowało się sprowadzaniem nawozów sztucznych, nasion, różnych gatunków ziemniaków, organizowało zebrania dyskusyjne, na których członkowie radzą nad polepszaniem uprawy roli, dzielą się spostrzeżeniami i osiągniętymi wynikami. Wre praca na tem polu, przynosi dużo radości, bo każdy obserwuje namacalnie wyniki własnego wysiłku.

OCHOTNICZA STRAŻ OGNIOWA

Myśl założenia ochotniczej straży ogniowej zabłysła wśród członków nowo – wybranej rady gminnej, którzy zainicjowali jej zorganizowanie . 27 października 1927 roku odbyło się zebranie organizacyjne. Wybrano władzę i uchwalono statut. W niedługim czasie zakupiono sprzęt i umundurowanie ze środków pochodzących z subwencji Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń i opodatkowania ludności. Ponadto podczas uroczystości poświęcenia sikawki w dniu 20.VIII. 1928 r. zebrano 900 zł, pozostały niedobór pokryto dochodami zabaw i imprez.

W 1930 roku rozpoczęto budować remizę. Buduje cała wieś: Młodzi i starzy, zamożniejsi i ubożsi wszyscy sprawiedliwie ponoszą ofiary na rzecz wspólnej własności i koniecznej potrzeby wsi. Posiadacze koni służą pomocą przy zwózce materjału budowlanego, inni wykonują pracę przy budowie remizy, a kto zaś nie odrobić ani koniem, ani ręcznie, wpłaca odpowiednią sumę, przypadającą na niego z tytułu ponoszenia ciężarów wspólnie.

Uroczystość poświęcenia remizy odbyła się 13 sierpnia 1930 r. Cała ludność Malca i okolicy wprost żywiołowo brała udział w tym podniosłym akcie chwili. Wieś dumna była ze swego zbiorowego czynu, a momenty przeżycia pozostaną na długo w pamięci.
(…)Członkowie straży całą swoją działalnością wykazali niezwykłą zaradność i energję, a tem samem zdali egzamin jak należałoby w organizacji pracować.

KOŁO MŁODZIEŻY

6 stycznia 1929 r. odbyło się zebranie organizacyjne koła. W atmosferze radości, zapału i wielkiego entuzjazmu młodzieży, postanowiono założyć koło. Młodzież obecna na Sali zapisała się gremjalnie do koła w liczbie 11 dziewcząt i 13 chłopców.

Koło młodzieży włączyło się czynnie w życie społeczne wsi. Organizowano przedstawienia teatralne, festyny i zabawy taneczne. Członkowie koła brali udział w konkursie zespołowym hodowli kur, królików i uprawy ziemniaków . Członkowie wzięli udział w powiatowym zjeździe kół młodzieży. Na zaproszenie koła młodzieżowego w Łękach odgrywają dwie sztuki teatralne. Zorganizowano kurs gotowania, który odbył się w dwóch terminach wiosną i jesienią. Na kurs uczęszczało 20 członkiń koła. Prócz sztuki kulinarnej dziewczęta zaznajomiły się z najelementarniejszemi wymaganiami higjeny domowe.

Ważnym wydarzeniem był udział w wystawie powiatowe, gdzie koło zyskało duże uznanie. Na prośbę organizatorów członkowie koła w Malcu urządzają przedstawienie teatralne w Białej. Grają sztuczkę pod tytułem: „ Lustracja pana wójta”. (…)Koło, całem swojem zachowaniem, pracą zdobyło sobie podziw i szacunek całej ludności wiejskiej, a postępowaniem zasłużyło sobie uczciwie na prawo dalszego istnienia we wsi.

SPÓDZIELNIA MLECZARSKA

Spółdzielnię mleczarskĄ założono w Malcu w dniu 11 KWIETNIA 1930 r. Zorganizowano je z myślą osiągnięcia większych zysków z hodowli krów. Mając na widoku większe zyski, myślano również o poprawie kultury hodowlanej przez dokupywanie sztuk o większej wydajności mleka i zawartości w niem tłuszczu, co w konsekwencji wymagało lepszego karmienia . Spółdzielnia była filią spółdzielni w Osieku. Malec jest jednym z punktów, gdzie przyjmuje się mleko, zabiera się tłuszcz, który zaś przenosi się do centrali w Osieku, mającej wykwalifikowany personel i odpowiednie urządzenia do dalszej przeróbki śmietany na masło. Masło zbywa się w pobliskich , większych ośrodkach miejskich, a dużo tego wyrobu sprzedaje się na Śląsku Górnym. Spółdzielnia malecka liczyła 73 członków udziałowców.

WYKSZTACENIE MIESZKAŃCÓW

Na 554 mieszkańców we wsi wyższe wykształcenie posiada 1 osoba, średnie 3, w zakresie 4 klas gimnazjalnych 3, w zakresie 1 klasowej szkoły powszechnej 250, pół analfabetów t. j., takich, którzy umieją czytać, ale nie umieją pisać 18, zupełnych analfabetów niemiejących czytać i pisać 78. (…)Zsumowawszy te liczby i zestawiwszy je procentowo, to analfabetyzm łącznie z półanalfabetyzmem wyrazi się liczbą 36%. Jak na stosunki w tej części Polski jest to liczba zaduża i wprost kompromitująca wieś.

Powodów tego stanu rzeczy Jan Rusek upatruje w niskim stopniu organizacji szkoły. Wielkie pole do działania w tym kierunku ma szkoła i organizacje społeczne we wsi. Winne one wszelkiemi środkami roztoczyć opiekę nad temi jednostkami, by wytępić ciemną plamę, spoczywającą na ludności wsi.