Malec

Monografia Jana Ruska - cz. 7

Rozmiar tekstu:

Samorząd Malca bierze swój początek z patentu cesarskiego

15 kwietnia 1784 r. wydany został patent cesarski, na mocy którego wieś uzyskała własne organa w osobach wójta i przysiężnych. Wieś nie była jednak jednostką administracji publicznej, a w szerszym tego słowa znaczeniu – stosunków lokalnych. Jednostką administracyjną dla Malca było tzw. dominium w Osieku. Dominium był to obszar kilku wsi i obszarów dworskich administrowanych przez austriackiego mandatariusza. Do zadań gminy należało sprawowanie sądownictwa polubownego i zarządzanie gromadzkim majątkiem. Ta pozorna gmina w swej postaci przetrwała do połowy XIX wieku.

Pierwsze ramy samorządu gminnego w obecnej formie tworzy patent cesarski z dnia 17.III. 1849 r. Dz. P.P. Austrj. Nr. 170, wprowadzając prowizoryczną małą ustawę gminną z zasadą naczelną, że „ podstawą wolnego państwa jest wolna gmina” . Dominium zostało podzielone i gmina objęła obszar jednej wsi.

Pierwszy protokół posiedzenia rady gminnej datowany jest na 3 marca 1876 r. Posiedzenia notowane jeden lub dwa razy do roku, bo i tak mniej więcej odbywały się. Obrady najczęściej dotyczyły załatwienia formalnych spraw, narzuconych przez bezpośrednie władze.

Tematyka odnalezionych przez Jana Ruska uchwał to uchwalenie i zatwierdzenie budżetu, wyszukiwanie nowych źródeł dochodu, rozpatrywanie poleceń, idących z góry, bezpieczeństwo od ognia, a od 1869 r. stałym punktem porządku dziennego jest sprawa szkoły. Autor z ubolewa, ze władze gminne jedynie zajmują się wykonywaniem posłusznie poleceniem władz. Pozatem zdarza się rzadko, by rada powzięła jakąś nową, twórczą myśl, dotyczącą całej zbiorowości gminnej.

Jak wyglądała praca samorządu? Za urzędowania Jana Kolasy kupiła gmina karczmę pod szkołę, a dom, w którym dotychczas mieściła się szkoła nabyto na własność miejscowe kółko rolnicze. Wybudowano dróg około 4 km. , wykopano rów na 2 km. długi, osuszając grunta na Łęgach, pobudowano drewnianą dzwonnicę, a sam wójt własnym kosztem pokrył gontem miejscową kapliczkę. Stosunek do gminy był dobry, dbał również o rozwój szkoły. Po jego śmierci w 1908 r. objął wójtowanie Fr. Łukasik. Duży wpływ w tym czasie, a przytem bardzo pozytywny i dodatni na całą działalność gminy wywierał p. Osadziński nauczyciel szkoły w Malcu. Gmina zatroszczyła się o ziemię pod szkołę, stara się ją pobudować, ale nie doprowadza zamierzeń do końca. Za jego czasów zdarza się we wsi smutny wypadek. Kółko rolnicze i gmina, która patronowała we wszystkich jego poczynaniach, sprzedaje dom własności kółka, osobie prywatnej i podobnie wypożycza pieniądze, które w okresie dewaluacji marki, tracą zupełnie swoją wartość. W 1920 r. objął urzędowanie Jan Tlałka i znów skutkiem stosunków familijnych w radzie, sprzedano kawał pastwiska, tej ziemi, której z narażeniem zdrowia i życia bronił Mateusz Łukasik, a za obronę brał krwawe razy.

W ocenie Jana Ruska, dopiero rada z 1927 r. przejawiła i objawia nadal więcej żywotności, zaznaczając się bardzo wyraźnie na każdym odcinku pracy zbiorowej w trosce o dobro ogólne wsi. Uchwały przechodzą najczęściej jednogłosnie. Inicjatywa zwoływania zebrań, jak również projekty uchwał, wychodzą prawie zawsze od wójta. Uchwały przechodzą najczęściej jednogłosnie. Inicjatywa zwoływania zebrań, jak również projekty uchwał, wychodzą prawie zawsze od wójta.

Gmina w owym czasie mieściła się w wynajętym lokalu. Wójt przyjmował we wtorki i piątki od 9.00 do 14.00. Obowiązki sekretarza i prowadzenie rachunkowości spełnia miejscowy gospodarz z ukończonym 3 – miesięcznym kursem, organizowanym we Lwowie dla sekretarzy Małopolskich gmin miejscowych. Jednak moim zdaniem kancelarja mocno szwankuje.

Wójt widzi na oku dobro całej gminy

Na osobne przedstawienie zasługuje wójt Malca, znajomy autora monografii:
Funkcję wójta sprawuje Władysław Petkowski przed dwu lat wybrany na to stanowisko. Człowiek zupełnie młody, niedawno wrócił z czteroletniego pobytu w Kanadzie, dokąd wyjechał w celach zarobkowych. (…) Czuł w sobie pęd do kształcenia się. Marzył o pojściu do szkół, jednak warunki domowe złożyły się mu tak, że musiał poprzestać jedynie na ukończeniu szkoły w Malcu. Interesuje się żywo tem, co dzieje się w świecie. Z natury ambitny, władza wójtowa imponuje mu. W postępowaniu z ludźmi często despotyczny, nie uznaje nad sobą władzy we wsi, w przeprowadzeniu swoich projektów nieustępliwy, co powoduje czasami nieporozumienia między nim, a niektórymi członkami rady gminnej. Jednak przy tych wszystkich wadach ma dużo chęci i dobrej woli służenia wsi. Widzi na oku dobro całej gminy. Mówi „ nie jestem wójtem dla bogatych, ani biednych, ale jestem wybrany od wszystkich i dla wszystkich muszę być jednaki”. Ta jego zasada przebija się we wszystkich posunięciach gminy. Uchwały rady stara się usilnie o ile możności wykonać i konsekwentnie przeprowadzić do końca.(…)
Podzielam w zupełności te trafne uchwycenie przez wójta pracy danych władz samorządowych w gminie za okres ostatnich 20 – tu lat. Ludzie ci, wysunięci na czołowe stanowiska we wsi, zapominali często o właściwej swej roli, ograniczając się jedynie do załatwiania kawałków, pozbywania się dobra gminnego, nieprzysparzające jej niczego w zamian. Sam również nie widzę usprawiedliwienia dla nich, gdyż godność te piastowali w tym okresie, kiedy gmina mogła sobie pozwolić na pomnażanie dobra wspólnego.

Liczby mówią o istotnej żywotności członków rady gminnej

W dalszej części monografii Jan Rusek analizuje budżet Malca porównując rok 1875 z rokiem 1931.

W roku 1875 budżet po stronie dochodów i wydatków został zbilansowany do kwoty 160 zł reńskich, a w 1931 r. do kwoty 2278,28 zł. Duże różnice tych budżetów wykazują także wydatki. Przyglądając się im, jako dwu odrębnym całością, widzimy w dawnym budżecie ogromne rozdrobnienie pozycyj. Prawie każdy wydatek jest wyszczególniony. Połowa tego budżetu przeznaczona jest na wydatki osobowe i koszta podróży. Z większych wydatków w nim widzimy sumy przeznaczone na reparacje budynków plebańskich, koszta rekrutacyjne, utraty i inne drobniejsze wydatki. Kwestja oświaty w tym czasie nie była jeszcze aktualną. Nie widzimy pozycji na ten cel, nie ma również sum na zdrowie, opiekę społeczną, a bardzo małe kwoty przeznaczone są na bezpieczeństwo od ognia. W budżecie za 1930/31 wydatki osobowe i koszta podróży dochodzą do 36% ogólnych wydatków, potem prawie 1/3 wydatków pochłania szkoła, reszta sum przeznaczona jest na wydatki kancelarji gminnej, pożarnictwo, zdrowie i t. p.

Mieszkańcy wsi ponosili tzw. świadczenia na rzecz państwa, samorządu powiatowego i gminnego. W 1932 r. świadczenia te wyniosły:

  • podatki państwowe (podatek gruntowe, od nieruchomości, karty rejestracyjne), 2536,14 zł,
  • podatki komunalne (na rzecz mieszkań dla nauczycieli i fundusz drogowy), 2049,03 zł,
  • składka ubezpieczeniowa od ognia 1066,46 zł,
  • szarwark, czyli świadczenia w naturze (konne i piesze dni robocze), 2030 zł.

Poza temi świadczeniami objętymi ustawą, względnie poleceniami władz komunalnych, gmina w swoim zakresie nałożyła na ludność pewne ciężary. Np. pogotowie ratunkowe, przeciwpożarowe. Pogotowie takie obowiązuje dwóch gospodarzy przez jeden miesiąc i to tych, którzy są posiadaczami koni. Dalej gmina dostarcza podwód z kółka w sprawach urzędowych, gminnych, jak np. przywożenie księdza podczas obchodu kolendy lud odprawianie nabożeństwa w miejscowej kaplicy, ewentualnie poświęcenia święconego it.d. Wreszcie ludność pełni wartę nocną „ stróże” po dwie osoby na noc.

Jaki cel winien przyświecać naszemu samorządowi.

Jan Rusek stawia widzi konieczność zrealizowania przez gminny samorząd szeregu niezwykle istotnych spraw. Główne zadanie jaki winien sobie obrać w swej działalności samorząd, to troska o podniesienie gospodarcze i kulturalne całej gminy, oraz przygotowanie, wyrobienie świadomych obywateli do brania udziału w przejawach życia gromadzkiego wsi. Szczegółowo rozpisane zadania przedstawiały się następująco:

  1. Sprawa budowy szkoły, potrzeby związane z nią
  2. Opieka nad organizacją młodzieży i dorosłych.
  3. Czytelnia, bibljoteka, kursy i oświata rolnicza.
  4. Meljoracja ziemi, projektowana jeszcze przed wojną
  5. Podniesienie i uszlachetnienie produkcji zbóż i innych płodów rolnych
  6. Podniesienie hodowli zwierząt domowych. Rozwój sadownictwa, jedwabnictwa i pszczelnictwa
  7. Odpowiednie zalesienie i wykorzystanie pastwiska gminnego i brzegów Zchudnicy
  8. Budowa i poprawienie dróg gminnych.
  9. Organizacja tanich kredytów, kooperacji, zbytu płodów rolnych it.p.

Ustosunkowanie się do wszelkich władz jest zupełnie poprawne i lojalne

Mieszkańcy Malca nie występowali przeciw władzy. Raczej wiedli żywot spokojny, nie sprzeciwiając się postanowieniom władz państwowych i samorządowych. Ta lojalność ma swoją tradycję jeszcze za czasów zaborczych.(…) W wojnie światowej po stronie Austrji brali udział prawie wszyscy mężczyźni z Malca, objęci przepisanym wiekiem i zdrowiem. Kilkunastu z nich padło na froncie, bądź też zaginęło w niewoli. W legionach Piłsudskiego służyło 3 mieszkańców, 5 ochotników poszło do wojska w 1918 r., a w 1920 zaciągnęło się jeszcze 3. Zaznaczyć należy, że dużo żołnierzy opuszczało szeregi wojska austrjackeigo, uciekało z frontu do niewoli, lub dezerterując, kryli się po lasach, wertepach lub innych kryjówkach. Podkreślić trzeba, że nie zdarzały się takie wypadki wśród tych, którzy służyli później w wojsku polskiem, choćby ta służba była najcięższą. Po wojnie mężczyźni wrócili do wsi, by prowadzić normalne życie. Niektórzy wyjeżdżali za chlebem. Powstało ostatniemi czasy organizacje wiejskie, osiągnięto ich rezultaty w pracy, cały dorobek gromady wiejskiej, świadczy aż nadto wymownie, że ludność ze zrozumieniem i świadomością przystąpiła do udzialu w budowie wielkiego gmachu Państwowości Polskiej

Już od chwili poczęcia dziecka wychowuje się ono prawie samo

W ocenie autora monografii to nie dom rodzinny jest odpowiedzialny za wychowanie dziecka, ale jego otoczenie wraz z całym bogactwem różnorodnych kompleksów, wpływających bezpośrednio lub pośrednio na dziecko. Taki stan rzeczy wynika z warunków życia, które , które zmuszają do ciągłej i nieustannej pracy w domu i poza domem, szukania środków do zaspokojenia najelementarniejszych potrzeb ciała. Warunki te nie pozwalają zająć się dzieckiem, szczególnie w rodzinach ubogich. Rodzice i starsze rodzeństwo nie zajmują się dzieckiem, już od najmłodszych lat wyręczają się niem w rożnych, drobnych sprawach. Skutkiem tego dziecko wzrasta bardzo wcześnie w społeczeństwo starsze, w świat rzeczy realnych. Obcując z niem, wykonuje różne prace, przerastające często jego siły, a których nie doświadczy dziecko ze środowiska inteligenckiego. Czynności te hartują go do przyszłego życia, ale w wielu wypadkach szkodzą zdrowiu i hamują jego normalny rozwój ciała.

Matki w rodzinach ubogich nie mają czasu na wychowywanie dzieci. Niemowlęta towarzyszą matkom we wszystkich pracach domowych i polowych. Dziecku poświęca jedynie tyle czasu, ile potrzeba na karmienie i niezbędne zabiegi higieniczne. Jeśli (…) matka nie ma się kim w domu wyręczyć, bierze takie niemowle w pole, da mu piersi, położy na miedzy lub między zgonami, nakryje fartuchem, idzie pracować, a dziecko smacznie odpoczywa na świeżym powietrzu.

Kiedy dziecko zacznie chodzić i poznawać otaczający świat, żyje jeszcze beztrosko, bo nie obarcza się go pracą. Latem biega sobie po podwórku, ugania się za kurami, cieszy się i zadowolone jest, że te boją się i uciekają przed niem. Zimą zaś przesiaduje w mieszkaniu, słabo ubrane, marznie w chłodnej kuchni, ciągle otwieranej, przesyconej parą i róznemi zapachami garnków, grzebie się w popielniku lub w śmieciach koło blachy, bo tam zawsze ma cieplej. Dla rodziców jest istnym utrapieniem.

Kolejny etap życia dziecka, to czas, kiedy wyrasta ze swej niezaradności, wyrywa się samo z domu, wybiega za towarzyszami z podwórza, w pola i pastwiska. (…). W tym też czasie młodzież wychowuje się więcej poza domem. Wychowuje je naturalne środowisko.(…) Wiejski krajobraz, otoczenie rozwija w nim mocno zdolność wyobrażania i spostrzegania, pomnażając zasób jego wyobrażeń i spostrzeżeń, a równocześnie rozwija i kształci stronę pobudliwą, uczuciową i estetyczną dziecka.

Starsze dzieci nie chcą przebywać w domu. Chłopcy po kilku lub kilkunastu w gromadzie, zbierają się i chodzą gromadnie do wspólnej kąpieli, do lasu gdzie wyszukują ptasich gniazd, łażą i wspinają się po drzewach, urządzają wspólne gonitwy po polach, prowadząc zacięte walki z grupą rówieśniczą z sąsiedniej. Dziewczęta zbierają się po kilka, wysiadują przy płotach, na miedzach, wałęsają się niedaleko chałup. Często młodzież obojga płci garnie się do organizacji, a chłopcy występują do straży ogniowej.

Szkoła niewiele jest w stanie włączyć się w proces wychowania dziecka. Świadome urabianie młodzieży w pewnym, określonym kierunku, z wyraźnym celem i linja postępowania koncentrowałyby się w szkole, jednak mimo takiego, celowego urabiania, szkoła nie jest w stanie opanować całkowicie wychowania dziecka, by zawarzyć znaczniej na jego dalszej przyszłości. Po opuszczeniu murów szkolnych, młodzież wprzęgnięta w orbitę kłopotów domowych, wymyka się z pod dalszych wpływów szkoły.

Chłop cieszy się jeśli powodzi mu się w gospodarstwie

Życie chłopa, rozumianego przez autora pracy jako miejscowego gospodarza, determinowały ciężkie warunki życia i troska o zaspokojenie podstawowych potrzeb rodziny. Chłop nie doje, nie dośpi, pracuje fizycznie bardzo ciężko , byle jak najwięcej zaoszczędzić do ogólnego swego majątku cos dokupić, a jeśli to nie uda się, to przynajmniej kurczowo zaoszczędzony grosz oddać dziecku „by te miały się lepiej, niźli jeich ojcowie” .

Z natury chłop nie lubi wchodzić nikomu w drogę i niechętnie widzi, jeśli jemu wchodziłby ktoś. Sądów nie znosi, a prawowanie spotykane dość często w innych, sąsiednich wioskach w naszej wsi przeszło w zapomnienie. Wyobraźnia i myśli koncentrują się przeważnie około jego codziennych trosk i zawodu. Chłopów cechuje prostota i bezpośredniość. Wiele spraw i zjawisk przeżywa wspólnie cała zbiorowość. Nie znaczy to, że jest li tylko monotonnie i bezbarwnie, bo są jednostki bardziej impulsywne, ale te przytłoczone ciężarem własnych trosk, większego piętna nie wyciskają na zbiorowej psychice ogółu ludności.

Gospodarze cieszą się ze zdrowia, powodzenia w gospodarce, gdy dzieci ma zgodne i posłuszne, w szkole uczą się dobrze, nauczyciel lub ksiądz je pochwali, na targu dobrze sprzeda, z pola wcześniej zbierze, a drugi mu pomoże, a przy tem coś zarobi, albo w pobliskiej Białej, to mówi wtedy „ Pan Bóg mi błogosławi, Matka Boska nie opuszcza” Smuci się jeśli jest inaczej, wtedy Pan Bóg za coś go karze.

Stosunek do przeszłości, Jak pisze Jan Rusek, jest bardziej konserwatywny u starszych, niż u młodych obytych trochę po świecie za robotą. Ale konserwatyzm ma też dobre strony, bo przejawia się w poszanowaniu spuścizny po rodzicach, szacunek i podtrzymanie przytoczonych zwyczajów, obyczajów, wierzeń, przesądów, obrzędów religijnych, kult dla zmarłych, natomiast bardzo postępowy, a nawet radykalny w tych sprawach, które bezpośrednio lub też pośrednio przynoszą mu jakąkolwiek materjalną korzyść.

W doborze par małżeńskich strona uczuciowa zepchnięta jest na plan drugi

Analizując motywy zawierania związku małżeńskiego, Jan Rusek stwierdza, że jednak główną rolę przy doborze par odgrywa majątek i status społeczny obojga młodych ludzi. Na wzajemne uczucia brak miejsca, a przynajmniej zepchnięta jest na drugi plan.

Związki małżeńskie są mniej więcej równi z równymi, co do stopnia zamożności, ewentualnie wnoszonego ekwiwalentu pieniężnego, lub w postaci ziemi. Byłoby pewnego rodzaju zdziwieniem i oburzeniem w hierarchji społecznej wsi, jeśliby córka lub syn kmiotka, brał dziewczynę chałupnika lub służby dworskiej. Dopuszczalnem byłoby jedynie wtedy, gdyby jednostka ze sfery uboższej, wniosła odpowiedni równoważnik na gospodarkę zamożniejszego.

Dziewczęta, zdaniem Jana Ruska, marzą o takim zamążpójściu, które by zabezpieczało byt materialny. A uczucia? Nieustanna praca i troska o chleb powszedni, myśli o wychowaniu dzieci, bojaźń przed Bogiem i przyszłem życiem wiecznym umacniają bardzo silnie pożycie małżeńskie.

Rodzina jest wielopokoleniowa. Ojciec, matka, ich dzieci – rodzice małżonków t.zw. dziadkowie, którzy prowadzą najczęściej oddzielnie małe gospodarstwo, ale udział w wychowaniu wnucząt biorą dość duży. Głównym zajęciem wszystkich członków rodziny jest praca. Użyteczność poszczególnych członków rodziny, mierzy się wydajnością pracy. Każde z nich w pewnych okresach czasu ma do spełnienia określoną pracę, kiedyindziej zaś wszyscy członkowie rodziny pracują razem. Autor podaje przykładowy rozkład obowiązków poszczególnych członków rodziny:
trzyletnia Jania kołysze i usypia swojego młodszego braciszka. 4-5 letni Kazio pasie gęsi. 7 – 8 letni Staś pilnuje krów na pastwisku i biega po różne zakupy do sklepu it.p. Dziadek i babka pracują na swojem, a w wolnych chwilach pomagają dzieciom. Matka zajmuje się stale pracą w domu, majac do swej pomocy dzieci, skończywszy zaś pracę domową, idzie i pomaga mężowi w polu lub w stodole.

Głową rodziny jest ojciec, który jest wyraźnie uosobieniem siły i władzy. Mniej bywa w domu, rzadziej spotyka się z dziećmi, które przez to boją się go więcej, aniżeli matki, nie zawsze mają odwagę o wszystko go prosić, a jeśli to uczynią, czynią najczęściej przez matkę.

Bardzo ważne dla wzmacniania jedności rodziny są niedziele i święta, kiedy wszyscy wstrzymują się od cięższych prac i wspólnie idą do kościoła. Wielkim wydarzeniem są też odpusty. Największem powodzeniem cieszą się odpusty w kościółku bielańskim i kęckim klasztorze. Ludność bierze w nich udział wprost masowo. Dzieci na szereg miesięcy przedtem żyją już ich wrażeniami, składają grosze, by za nie kupić organki lub piszczałkę. Rok rocznie ludność chodzi do Kalwarji na odpust. Grupuje się w „kompaniję” ze swoim przewodnikiem na czele i rusza dwa razy do roku do niej na kilka dni odpustu.

Domostwa, zazwyczaj drewniane, urządzone są skromnie: łóżko, stół, ławy, rzadziej krzesła, na trzech ścianach cała kolekcja obrazów różnych świętych, otrzymanych w spadku po rodzicach, z uwzględnieniem wszędzie figury Pana Jezusa i Matki Boskiej, a także wizerunku świętego Antoniego. Obowiązkowo w każdym domu jest duża skrzynia służąca za schowek na bieliznę. Ubrania wiesza się na gwoździach.

Jest coś w naszej wsi, co łączy

Mieszkańcy wsi potrafią organizować wspólne działania w razie zagrożenia. Wtedy ludność występuje solidarnie, zapomina o osobistym poróżnieniu, urazach, idzie i broni go. Wyłamanie się z pod nakazu opinji publicznej uważane byłoby, za coś karygodnego z ogólnym prawem moralnym wsi. (…)Na wytworzenie tej jedności wspólnoty wsi, składa się wiele czynników, a między innymi silne skupienie domów, mniej więcej jednolity stan zamożności, wspólny język, tradycja. religja, wspólne pochodzenie, narzekania, kłopoty.

W przypadku pożaru, cała wieś biegnie ratować dobytek. Mówi się „ nie wiem co komu Pan Bóg przeznaczył, może i mnie to samo spotka jutro”.

Wzajemna pomoc dotyczy nie tylko pożarów. Jeśli gospodyni nie doi krów w pewnej porze roku, śpieszą inne sąsiadki z garnkiem mleka lub sera na placki świąteczne, bo napewno i one tego doświadczą, a wtedy jej się sąsiadeczka odwzajemni. Jeśli komuś brakuje narzędzi rolniczych, sąsiedzi pożyczą, ktoś zachoruje, gospodynie pomogą sprzątnąć i uprać bieliznę, ktoś urządza wesele, sąsiedzi znoszą ser, masło, jaja, zanosi się na burzę, , a w polu jest siano niezgrabione, zboże niezwiązane , pomagają sobie wzajemnie.

Lud nasz wierzy głęboko w to, co głosi kościół

Mieszkańcy Malca byli bardzo religijni. Do wiary odnosili się wprost fanatycznie. Jeśliby zaś ktoś, a zdarza się to wśród młodszych , pozwolił na zajęcie krytycznego stanowiska w stosunku do tego, co głosi kościół, spotkałby się z ogólnym protestem wsi i uważany byłby za niedowiarka, heretyka, w zwartej grupie wiejskiej za coś niższego i takiego wcześniej czy później spotka go kara boża. Wszystko, co spotyka ludzi, przypisywane jest panu Bogu, który daje wszystko, daje pogodę, deszcz, urodzaj, daje dzieci i zabiera je do Siebie. Woli Boga nie należy sprzeciwiać się, choćby nawet przyniosła cierpienia. Prawdopodobnie Pan Bóg chce doświadczyć człowieka i zsyła na niego różne krzyże. Za wszystko trzeba mu dziękować. Bez jego woli , ani włos nie spadnie człowiekowi z głowy. Ludzie modlą się do Boga, a jeśli to nie pomaga, zanoszą modły do Matki Bożej, która nasz lud szczególnie czci i uwielbia, otacza Ją wielkim kultem i pietyzmem. Popularna jest też cała gama świętych- opiekunów od różnego rodzaju spraw i nieszczęść. Jeśli prośba zostaje wysłuchana, czyni się śluby, odbywa na tę intencję pielgrzymki do miejsc świętych i do jej istoty przywiązuje ogromne znaczenie.

W ostatnich latach wieś poczyniła ogromny krok naprzód

Podsumowując monografię Malca Jan Rusek podkreśla, że wieś się rozwija. Ożywienie gospodarcze pobudziło młodych i starszych do pięcia się wzwyż, szukania nowych źródeł dobrobytu, znalezienia lepszych warunków życia, a zarazem wyzwolenia siebie i wsi z ucisku biedy i ogólnej nędzy. Wieś współpracuje z powiatowemi władzami samorządowemi i instytucjami rolniczemi, przyjmując chętnie rady, wskazówki, wykonuje zlecenia, baczy pilnie, jak inne wsie postępują. Bierze udział w wielu zawodach na polu swego dorobku kulturalnego, wyprzedza śmiało innych w tem szlachetnem współzawodnictwie, co ja niezmiernie podnosi na siłach, zachęca do dalszych czynów i przyzwyczaja do stałych i systematycznych prac w tym kierunku. Na każdym odcinku swej pracy wykazuje dużą inicjatywę i żywotność.

Autor tak podsumowuje swoją pracę:
Reasumując moje refleksje i uwagi na temat stosunków w mojej wiosce rodzinnej, chcę jeszcze raz mocno zaznaczyć, tę wielką mnogość i dużą różnolitość czynników, wpływających, urabiających i przygotowujących naszą młodzież do podtrzymania i kultywowanie spuścizny po ojcach, oraz dalszego rozwoju i ulepszania życia wsi. Od samej kolebki, aż poprostu do zejścia z ziemi, większość członków gromady wiejskiej nie opuszcza na dłuższy czas swego rodzinnego środowiska. W niem rodzi się, w niem wzrasta, odziedzicza po ojcach cały dorobek swoich przodków, dorzucając najczęściej jakąś cegiełkę do tego, zostawia znów młodym pokoleniom …